WYWIAD: Jest szansa na fascynującą i graniczną robotę - Sebastian Fabijański w nowym filmie Patryka Vegi

Sebastian Fabijański niedawno ukończył Akademię Teatralną w Warszawie, ale od kilku lat z powodzeniem gra w filmach i serialach. Współpracował z Filipem Bajonem, Wojciechem Smarzowskim czy Janem Komasą. Człowiek wielu talentów. Obecnie na ekranach kin można podziwiać jak tańczy i śpiewa w #WszystkoGra, ale aktor nie zwala tempa i wkracza na plan nowej produkcji. Nam opowiedział o pracy z Patrykiem Vegą oraz przygotowaniu do roli.

#WszystkoGra jest już w kinach. Film łączy ze sobą czasy współczesne i tęsknotę za przeszłością, spokojem, nostalgią. Czy jesteś sentymentalny?

Nie jestem jakoś specjalnie sentymentalny. Czasami może mam wrażenie, że urodziłem się za późno.

Dlaczego?

Kontakt między ludźmi był chyba lepszy – bliższy. Teraz jest często spłycany do warstwy smsowo-mailowej. Uciekamy z prawdziwych relacji na rzecz fikcyjnych kont ograniczających się do autokreacji. Myślę, że to się w końcu przeje i odwróci.

W #WszystkoGra jest scena – cytat z Nie lubię poniedziałku z Bohdanem Łazuką. Czy sam sięgasz do starszego kina? Szukasz tam inspiracji?

Oczywiście oglądam. Jestem fanem wielu „starych” filmów np. Wojciecha Jerzego Hasa czy Kieślowskiego. Uwielbiam też Cinema Paradiso (reż. Giuseppe Tornatore – przyp.red.).

Grasz w nowym filmie Filipa Bajona Kamerdyner, w którym cofacie się do innej epoki. O czym będzie ta opowieść?

To jest epicka saga umiejscowiona w latach 1900-1940. Historia chłopaka, który urodził się w dość kontrowersyjnych okolicznościach i trafił do szlacheckiej rodziny. Historia tragicznej, ale pięknej, choć niespełnionej miłości w tle z wydarzeniami historycznymi. Moje zadanie w tym filmie jest fascynujące, ale bardzo wymagające, ponieważ muszę zagrać człowieka w różnych etapach życia – od 18 do 40 roku życia.

Kostium w tym pomaga?

Czasami pomaga, czasami nie, to zależy od wielu czynników. Staram się do roli podejść od strony merytorycznej i emocjonalnej. Kostium to zewnętrzność, narzuca jakaś formę wyrazu, zachowania i potrafi pomóc ale może też przeszkodzić w dotarciu do warstwy wewnętrznej postaci.

Od czego zaczynasz budowanie roli?

Myślę, że pojęcie budowania roli jest indywidualne bardzo. Ja nie staram się budować roli zaczynając od tyłu. Zawsze staram się wyobrazić sobie człowieka nagiego, nieudekorowanego w żaden sposób. Kostium i gadżety mogą pomóc, ale są tylko dodatkiem. Dla mnie najważniejsze jest to, kim jest bohater i co ja mam nim do powiedzenia.

W #WszystkoGra tańczysz i śpiewasz. Co było dla ciebie trudniejsze?

Z tańcem miałem doświadczenia wcześniej, a ze śpiewem nie. Tyle co w szkole teatralnej ,ale nie wiązałem z nim swojej przyszłości. Śpiewanie to dla mnie bardzo intymna sfera i zawsze ciężko mi było tę barierę złamać.

Jest coś, czego nie zrobisz dla roli?

Nie miałem jeszcze sytuacji, w której ktoś wymagałby ode mnie czegoś, z czym bym się fundamentalnie nie zgadzał. Na pewno gdybym miał grać mordercę, nie zabiłbym człowieka.

Czujesz się spełniony na ten moment?

Myślę, że to jest ulotne – poczucie spełnienia. Dzisiaj to masz, jutro nie. Cieszę się z tego, że ludzie są mi w stanie zaufać, robiąc swój film. To daje poczucie bycia potrzebnym. Ale spełnienie… Nie wiem, co to znaczy.

A człowiek szczęśliwy?

Nie wiem, co to znaczy. Jest kult pogoni za szczęściem tyle , że teraz więcej w tym marketingu niż psychologii.

To stan chwilowy?

Dla mnie to moment, w którym czuje się w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu i jakoś tak dobrze ze sobą bez tzw. „nadbagażu”.

Masz raczej filozoficzne podejście do życia czy działasz?

Myślę, że jedno nie wyklucza drugiego. W momencie, kiedy czuję, że potrzebuję czasu na refleksję, to zamykam się i próbuje dogadać się ze sobą. Nie mam jednak problemu, żeby z takich momentów, które często nie są łatwe, wyjść i zacząć działać. Tym bardziej, że jeden impuls wystarczy żebym się uruchomił.

Czego szukasz w spotkaniach z innymi ludźmi? Co cię w nich interesuje?

Prawda. W spotkaniach szukam prawdy. Wzajemnej.

Wiele razy mówiłeś o tym, że chcesz wpływać na drugiego człowieka. Czy aktorstwo jest dla ciebie misją?

Trochę tak. W tym bardzo egoistycznym i egocentrycznym zawodzie, gdzie pracuje się głównie na sobie, podejmuje próbę „podarowania” czegoś ludziom.

Misja istnieje bardziej w teatrze niż filmie?

Wydaje mi się, że z teatrem jest dokładnie tak samo, jak z filmem. Można iść po swoje albo skromnie szukać prawdy w spotkaniu z partnerami czy widzami. Próbuję wygenerować z siebie coś, co może być zapamiętane przez jednego czy drugiego człowieka i co, być może, w jakimś stopniu wpłynie na jego wrażliwość i dotknie. Sztuka jest po to, żeby zmieniać, żeby kroić. Widz musi być krojony.

Kiedy ciebie coś pokroiło?

Ostatnio? Nie wiem. Raczej wracam do takich, które już znam. Są aktorzy, którzy jakoś mnie szczególnie dotykają. Anthony Hopkins, Al Pacino czy Christian Bale z młodszego pokolenia. Dzięki temu, jakimi są ludźmi i kim są w tych filmach, mają na mnie duży wpływ. O, wiem.. ostatnio Christian Bale w Big Short mnie „pokroił”.

Rozpocząłeś teraz pracę nad nowym filmem. Co to będzie?

To film Patryka Vegi. Jest szansa na fascynującą i graniczną robotę – do krwi ostatniej niemal ;). Mój bohater to człowiek absolutnie skrajny. Mam nadzieję, że uda mi się wejść bardzo głęboko w strukturę tej roli i ryzykując sporo dotknę czegoś totalnie autentycznego. Jest ryzyko – jest zabawa. To jest taki materiał, w który trzeba wejść bez asekuracji. Trochę jak skok na bungee bez liny. Oczywiście staram się przygotować do tej roli jak najlepiej, też od strony merytorycznej, szukając różnych inspiracji np. w filozofii.

Jak się pracuje z Patrykiem Vegą?

Dynamicznie, intensywnie i wnikliwie. Patryk dokładnie wie czego chce, ale jest bardzo otwarty na dialog. Ma niesamowitą intuicję, jest jak maszyna, która w sekundę przetwarza dane i je segreguje. Fascynujący człowiek, przy tym niesamowicie czujny. Z takimi ludźmi praca jest cholernie inspirująca. Tak samo jak z Łukaszem Palkowskim, Filipem Bajonem, Jankiem Kidawą Błońskim, Michałem Otłowskim czy z Wojciechem Smarzowskim , z którymi miałem okazje pracować. To są ludzie, przy których czujesz się potrzebny, którzy dają poczucie współtworzenia, a nie odtwarzania. Bardzo cenię reżyserów, którzy są w stanie zaoferować aktorowi wolność.

Rozmawiała: Małgorzata Czop