RECENZJA: The Returned - odcinek 2

Drugi odcinek amerykańskiego The Returned eksponuje każdą wadę, którą twórcy umiejętnie starali się zatuszować w pilocie serialu. Scenariusz zdaje się pękać od nadmiaru klisz, a inspirację do napisania tak jałowych dialogów czerpano prawdopodobnie z popołudniowych brazylijskich telenowel.

Nastrój i poczucie tajemnicy, skutecznie budowane w pierwszym odcinku The Returned, ustępują miejsca pretensjonalnym i ckliwym motywom miłosnym, które mimo swej infantylności oraz braku konkretnej głębi, rozciągnięte zostały na długość całego epizodu. Poznajemy szczegóły romansu boys bandowego rockmana (tradycyjnie cichego, wrażliwego i zabójczo przystojnego) z kelnerką pracującą w lokalnym barze i chociaż w ogólnym rozrachunku ich nieszczęśliwa historia jest faktycznie poruszająca i wzruszająca, to twórcy, z pomocą mało realistycznych dialogów, skutecznie sprowadzili ją do poziomu taniego romansidła.

Ciekawym elementem The Returned jest wątek nastoletniej dziewczyny, która powstaje z martwych sześć lat po katastrofie. Jej zagubienie oraz poszukiwanie własnej tożsamości śmiało interpretować można jako rozterki przeciętnej uczennicy, przechodzącej okres dojrzewania. Niestety, i tu interesujący motyw powrotu z zaświatów zepsuty zostaje przez fatalną postać siostry dziewczyny, stanowiącej uosobienie wszystkich stereotypów zbuntowanej nastolatki. Ich relacja jest mało wiarygodna, bo zupełnie nierealistyczna, a zgubna pretensjonalność jeszcze bardziej zakłóca ich wzajemny kontakt.

Motyw kryminalny, co jakiś czas wkradający się do fabuły serialu, jest skrajnie nieciekawy, a sposób postępowania policjantów nieuzasadniony jest żadnym ambitnym dochodzeniem. W rezultacie zamiast oczekiwać na rozwój śledztwa i finalne odkrycie tożsamości rytualnego mordercy kobiet, widz obarczony zostaje nudnymi scenami karykaturalnych przesłuchań i błędnych aresztowań.

Nic jednak nie razi w serialu tak bardzo, jak wspomniane już wcześniej nagromadzenie klisz i stereotypów. Obok zbuntowanej nastolatki i wrażliwego rockmana w The Returned zaprezentowani zostają: twardy szeryf lokalnego miasteczka, dwulicowa, wścibska sąsiadka-plotkara oraz nieodłączny element filmów grozy o dzieciach – tajemniczy chłopczyk, rysujący przerażające obrazki. Skrajny brak oryginalności w ogóle nie pozwala utożsamiać się z bohaterami serialu.

Dodatkowo The Returned cierpi na zupełny brak dopracowanych kadrów i ujęć. O ile w pilocie faktycznie wyróżnić można kilka scen, robiących minimalnie dobre wrażenie, o tyle drugi odcinek pozbawiony został jakichkolwiek wysublimowanych zdjęć, co w ogólnym rozrachunku tym bardziej nie przykuwa uwagi widza.

Główne wątki serialu powoli zaczynają przeplatać się z sobą, co w kolejnych odcinkach zaowocować może gwałtownym twistem. Niestety, dotychczas The Returned jest bardzo rozwleczony, a to najgorsza rzecz, jaka może przytrafić się serialowi.


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.