RECENZJA: Preacher - odcinek 1

Preacher to jedna z najdłużej oczekiwanych adaptacji kultowego, obrazoburczego komiksu "Kaznodzieja". Na twórcach serialu ciążyła zatem niemała presja, a casting aktorów i ich prezentacja na pierwszych fotosach spotkała się z falą krytyki ze strony fanów. Czy Evan Goldberg i Seth Rogen ostatecznie zdołali zadowolić miłośników szyderczej historii obrazkowej?

Preacher to opowieść o zagubionym kaznodziei, który zostaje obdarzony cudownym, niebiańskim darem i chociaż linia fabularna nieznacznie odbiega od tej z oryginalnego komiksu (co prawdopodobnie spowodowane jest brakiem wystarczającego budżetu), to sama fabuła prezentuje się naprawdę interesująco, a rozpoczęte wątki tajemniczego wampira Cassidiego, czy dawnej miłości duchownego – Tulip, tylko rozbudzają ciekawość rozwoju zdarzeń. W zasadzie od pierwszych scen epizodu widać, że twórcy zdawali sobie sprawę, jakie dzieło przyszło im przełożyć na język kina.

Odcinek rozpoczyna się sekwencją, która stylistyką nawiązuje do filmów science-ficion lat ’50 – na tym polega w zasadzie największy plus całego pilota. Twórcy przyprawiają prawie każdy wątek, czy scenę szczyptą mniej lub bardziej zauważalnego dowcipu, a rewelacyjne dialogi tylko dopełniają ironię z jaką przedstawiony jest świat w Preacher. Przejaskrawione postacie, wyśmiewające ludzkie postawy i światopoglądy, niejednokrotnie prowadzą ze sobą rozmowy, które balansują na granicy błyskotliwego humoru i rubasznego żartu. Całość stanowi niezwykle wierne odzwierciedlenie estetyki, w jakiej utrzymany jest komiksowy cykl "Kaznodziei".

Evan Goldberg i Seth Rogen wyjątkowo dobrze zrozumieli postacie z historii graficznej Gartha Ennisa i Steva Dillona. Mimo, iż aktorzy różnią się fizycznie od pierwowzoru swoich bohaterów (np. Tulip w oryginale jest bladoskórą blondynką), to ich charakter nie uległ zupełnej zmianie. Wciąż mamy styczność z tymi samymi, twardymi postaciami, starającymi uporać się z demonami przeszłości, co chwila rzucającym ciętymi ripostami, ostrzejszymi od ostrza maczety.

Preacher może pochwalić się również rewelacyjnym montażem, najlepiej dostrzegalnym w scenach walk. Sekwencja potyczki Cassidiego na pokładzie samolotu, zakończona sceną, w której wampir nalewa sobie drinka z butelki, tkwiącej w ciele oponenta, z marszu powinna przejść do klasyki gatunku. Równie rewelacyjnie prezentuje się zresztą walka Tulip z dwoma przeciwnikami, odbywająca się w pędzącym samochodzie. Kamera, mimo charakterystycznego dla scen walki rozchwiania, potrafi uchwycić każdy szczegół ciekawych choreografii serialowych bójek, a jest to przecież nieodłączny element historii o trójce awanturników.

Evan Goldberg i Seth Rogen wyciskają z serii "Kaznodzieja" wszystko to, co najlepsze – jest wulgarnie, krwawo, obrazoburczo, a wszystkie te składniki pławią się w rewelacyjnym sosie, przygotowanym z dopracowanego, czarnego humoru.

Moja ocena: 8/10


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.