RECENZJA: Dzień Bastylii

14 lipca jest świętem narodowym Francuzów. Lud zbuntował się przeciwko możnym, wyraził swoje niezadowolenie i ruszył na Bastylię. W 2016 roku, w dobie kryzysu imigracyjnego, kapitalizmu i problemów z sprawiedliwym dystrybuowaniem dóbr, wybuch zamieszek mógłby zostać wpisany w diagnozę współczesnych czasów. Dzień Bastylii jednak nie rości sobie pretensji do stawiania pytań, do rozważań na temat racjonalistów i ataków terrorystycznych, idzie natomiast po najmniejszej linii oporu w schematycznym gatunkowym przedstawianiu ludzi, miejsc i sytuacji.

To, co mogło posłużyć za głębsza analizę społeczeństwa, zostało przyćmione przez banalne i kruche rozwiązania. Korupcja i niedoszacowanie zasług służb publicznych przestało być już atrakcyjnym tematem. Przerobiliśmy to w Wydziale wewnętrznym czy Psach mafii, gdzie policjanci przechodzą na drugą stronę barykady, dbając o własne interesy a nie dobro ogółu. Francja po serii ataków terrorystycznych zasłużyła na nieco poważniejsza opowieść.

Mimo wielu zarzutów Dzień Bastylii dobrze spełnienia się w swoim gatunku. Michale Mason (Richard Madden), któremu bliżej do bohaterów Iluzji wykonujących różne sztuczki, znajduje się w złym miejscu w nieodpowiednim czasie. Madden pełen jest chłopięcego uroku i entuzjazmu, który równoważy powagę wyszkolonego i silnego agenta CIA, Seana Briara (Idris Elba). Spotkanie tych dwóch postaci przypomina bardziej buddy movie z humorystycznym zacięciem, szczególnie że zestawieni na zasadzie kontrastu, zyskują przestrzeń do zaprezentowania swoich umiejętności. Czy siłacz i spryciarz odnajdą wspólny język i zdołają ocalić Paryż przed tajemniczym wrogiem?

W Dniu Bastylii rozczarowuje banalność niektórych rozwiązań i zbyt oczywiste zawiązanie intrygi. Agent CIA jest niczym niezniszczalny cyborg, który pokona wszystkie przeciwności. Jego siła i spryt imponują, ale odzierają go z ludzkich przymiotów. Smuci brak wyraźnych kobiecych postaci, które stają się tylko trybikami niezbędnym do zawiązania akcji.

James Watkins stworzył kilka ciekawych atrakcji, takich jak pościg po dachach paryskich domów czy złodziejski pokaz możliwości Masona. Jednak nie jest w tym twórczy, a raczej wtórnie wykorzystuje zasłyszane motywy. Stąd dużym atutem może być pewna doza humoru, która pojawia się w najmniej oczekiwanych momentach. A do tego dość sprawnie trzymane tempo akcji. Dzień Bastylii nie zachwyca, ale nie przynosi ogromnego rozczarowania. Zwykłe kino sensacyjne pełne bijatyk i pościgów.

Ocena: 6/10