RECENZJA: Skarb

Znowu się wydarzyło i znowu możemy (musimy) zazdrościć. Nasi rumuńscy sąsiedzi z o wiele mniej rozwiniętym przemysłem filmowym, skromnymi środkami finansowymi znowu udowodnili, że potrafią grać z rzeczywistością w jednej drużynie. Gra zespołowa tylko pozornie pozornego z powiastką filozoficzną w Skarbie daje nam prawdziwy skarb. Żadnych sztucznych świecidełek, a same metale szlachetne i egzystencjalna refleksja. Słusznie się mówi, że Rumuni nie mogą zrobić złego kina i jest to u nich karalne, a przynajmniej nie ma tego w ich kodzie DNA.

Koncept filmu jest bardzo prosty i szalenie niewyszukany. Naszych bohaterów życie nie rozpieszcza. Nie ma tutaj jednak spektakularnych tragedii. Po prostu – kryzys finansowy i długi do spłacenia. Costi czyta książki synowi na dobranoc, nie ma kochanek, a ekspresji męskiej siły nie upatruje w przemocy czy agresji. Jego kumpel Adrian opowiada mu o zakopanych bogactwach w ogrodzie jego przodków. Organizują razem „specjalistę” od szukania skarbów i liczą, że się do czegoś dokopią, bo na razie to tylko życie im dokopuje.

Corneliu Porumboiu demistyfikuje mit o wielkich przygodach poszukiwaczy skarbów i pokazuje jak naprawdę adaptują się wielkie historie w dosyć zachowawczej i przeciętnej rzeczywistości. Jak się okazuje dorosły chronicznie nie ma czasu ani witalności, a w szukaniu skarbów chodzi mu o interes i spłatę długów. Brak tutaj obcych lądów i męskich wypraw. Mamy mały ogródek, zgorzkniałych bohaterów, wątpliwie profesjonalnego specjalistę. Tak naprawdę to wyłącznie strach przed donosem, kombinowanie po zmroku i żmudne podążanie za irytującym dźwiękiem wykrywacza metali. Rumuńska gleba jest dosyć licha i pełna skamieniałości, więc trzeba szukać pod nią. Jest to jeszcze jedna lekcja z prozy życia opowiedziana inteligentnie i oszczędnie.

Na szczęście w bajki wierzą jeszcze dzieci, a rodzice nawet nie wiedzą że są ich bohaterami. W tej dosłownej rymowance o przewadze dziecięcej wyobraźni nad uwikłanym w życiu dorosłym jest kolejna metafora – dzieci nie muszę znać wartości pieniądza, by wiedzieć jaka jest wartość życia. To nieskażone emocjonalnie dziecko umyka walutowania egzystencji, w przeciwieństwie do naszych dorosłych bohaterów. Nie ma tutaj jednak perspektywy dziecięcej, a skromna w środki, ale rozpustna w rozczarowanie i zmęczenie, optyka dorosłego.

Skarb to przypowieść o sensie rozumienia bogactwa i potrzebie jego posiadania, bo coś trzeba w życiu robić, niczym u Bursy: Uparte dążenie z pełną świadomością jego bezcelowości, ale ileż to daje satysfakcji! Rumuńska szkoła filmowa odwołuje się do prawdziwych wartości pokazując jak kapitalizm zredukował i ubezwłasnowolnił człowieka, obiecując coś zupełnie odwrotnego. W tej apatycznej rzeczywistości dla nas nieapetycznej jest kontemplacyjny rytm upominający nas, ale bez siły wybuchu. Jesteśmy mądrzy, ale i tak nihilizm wygra na punkty – live is life.

Ocena: 7,5/10