RECENZJA: The Returned - odcinek 3

Twórcy aspirują w The Returned do stworzenia poruszającego dramatu psychologicznego z elementami horroru. Niestety, ich historia szybko uderza w banał, a nawet najciekawsze motywy szybko ulegają zupełnemu spłyceniu.

Na wielki plus zasługuje fakt, jak wieloma wątkami twórcy operują w filmie. Właściwie trudno wskazać, czy któraś z historii poszczególnych bohaterów został pominięta lub uznana za mniej ważną. Każdy aktor dostaje odpowiedni czas na wygłoszenie swojej (nieraz skrajnie infantylnej) myśli, a szybkie cameo poszczególnych postaci zwiastuje tylko dłuższy występ w kolejnych odcinkach, jak miało to do tej pory miejsce. Dodatkowo losy bohaterów serialu zaczynają się przeplatać, co wyjątkowo dobrze współgra z ogólnym, terapeutycznym konceptem serii i świetnie wpasowuje się w hermetyczny klimat niewielkiego miasteczka. Gorzej, że ich profil psychologiczny to niejednokrotnie o prześmiewcza autoparodia określonego stereotypu postaci, jaką przyszło im odegrać.

Najgorzej z całego serialu o powrotach z martwych wypada wątek dwóch niepogodzonych ze sobą sióstr. Antypatyczne sylwetki, jakie kreują swoimi relacjami sprawia, że widz najchętniej przewinąłby odcinek do kolejnej sceny, już bez ich udziału. Cała wina po raz kolejny spoczywa na scenarzystach, którzy przedstawili problemy nastolatek przez pryzmat najsłabszych stereotypów o dorastających dziewczynach. Siostry co chwila kłócą się, pragną całować się z przystojnymi chłopakami, a lekarstwem na ich utrapienie staje się seks w toalecie rockowego pubu. By zamknąć listę klisz, nie mogło też zabraknąć sceny, w której młodsza siostra (która powróciła do żywych) przymierza sobie za duży stanik i porównuje rozmiar piersi starszego rodzeństwa do swoich… Dobrze, że w Europie żyją jeszcze twórcy pokroju Lukasa Moodyssona, zdolni zaprzeczyć wspomnianym stereotypom (mowa o genialnym filmie We Are the Best!).

Twórcom udało się utrzymać poruszającą konwencję odcinka na zadowalającym poziomie – scena, w której młody rockmen (również wskrzeszony w niewyjaśniony sposób) widzi po raz pierwszy swoją córkę, faktycznie łapie za serce. To rewelacyjny motyw i szkoda, że scenarzyści tak rzadko sięgają po udane "wyciskacze łez". Kolejnym poruszającym wątkiem jest historia rodziców, których relacje rozpadły się po śmierci córki – dziś, po jej powrocie, starają się na powrót poukładać swoje życie.

The Returned zaczyna wkraczać na tereny modnej w serialach poprawności politycznej – widz otrzymuje motyw lesbijki, której partnerka złamała przed laty serce. Dziś kobieta opiekuje się znalezionym na ulicy chłopcem. Jej historia jest na razie najbardziej tajemnicza (podobnie z resztą jak zaadoptowanego dziecka). Pozostaje mieć nadzieję, że twórcy doprowadzą ich wątki do ciekawego i kreatywnego zakończenia, w co osobiście (niestety) wątpię.

Najciekawiej obserwuje się reakcje ludzi odkrywających w swoim pobliżu zmarłego bliskiego, który powrócił do świata żywych – ich przerażenie, przeświadczenie o popadnięciu w obłęd i zwątpienie w trzeźwość umysłu. No właśnie, The Returned posiada wiele interesujących wątków, niestety nieudolność scenarzystów zakopuje je w rejonach niedostępnych dla reżyserów i samych widzów.

Moja ocena: 5/10


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.