RECENZJA: Kochaj

Kochaj to film o kobietach, robiony przez kobiety. Zadziwiające, że zostały one przedstawione według karykaturalnego schematu, który nie broni się w żaden sposób. Nie jest ani śmiesznie, ani nostalgicznie czy romantycznie. Miłość jest odmieniana przez wszystkie przypadki, ale desperacja bohaterek w niczym nie przypomina delikatnych księżniczek. Alkohol się leje, łzy lecą strumieniami, a pisk radości przypomina nastoletnie rozhasanie. Marta Plucińska chciała opowiedzieć o szalonych dziewczynach, które pragną szczęścia. O prawdziwej przyjaźni pełnej wsparcia i zrozumienia. Jednak gatunkowe klisze źle wykorzystane, ciążą i spychają film w kierunku nieporozumienia.

Sawa (Olga Bołądź) ma wyjść za mąż, ale nie jest pewna czy kocha przyszłego męża, Jurka, czy nowo poznanego aktora, Krzyśka. Zegar tyka, coraz mniej czasu na sercowe rozterki, a tymczasem jej przyjaciółki organizują wieczór panieński. Jak to zwykle bywa nic nie idzie po ich myśli, a same są równie zagubione emocjonalnie, co przyszła panna młoda. Wszystko byłoby w porządku, w końcu każda kobieta przeżywa miłosne wzloty i upadki, ale fabularna toporność i fatalne dialogi nie pozwalają z przyjemnością zatopić się w filmowym świecie.

Przyjaciółki zostały ze sobą zestawione na zasadzie kontrastów: samotna matka, szalona kocica, romantyczna chłopczyca i zdecydowana dziennikarka. Takie połączenie mogło przynieść fantastyczną chemię i różne spojrzenie na świat, jednak reżyserka w żaden sposób nie potrafi wykorzystać potencjału swoich postaci. Kobiety wygłaszają „prawdy objawione” na temat relacji damsko-męskich, zachowują się jak rozhisteryzowane wariatki, dużo płaczą i bardzo źle się upijają. Można rzec samo życie, ale nic nie usprawiedliwia aż tak jednowymiarowych postaci, które zostały narysowane grubą kreską. Trochę lepiej na ich tle wypada nielubiana macocha Sawy (Małgorzata Kożuchowska), która jawi się jako perfekcyjna pani domu, kochanka i karierowiczka, ale z nutką empatii i zrozumienia.

Kochaj miało fantastyczne składniki, ale film został stworzony bez polotu, przez co otrzymaliśmy mieszankę trudną do strawienia. Opowieść, która powiela wszystkie klisze wypada słabo na tle ciekawej Planety Singli czy Facet (nie, który próbował się rozprawić z rozczarowaniem pokolenia trzydziestolatków. Z produkcji Plucińskiej nie płynie żadna lekcja, a kobiety stają się niezbyt mądrymi marionetkami. W pogoni za miłością tracą rozum, a finalna konkluzja nie przynosi ciepłego ukojenia.

Moja ocena: 2/10