RECENZJA: Chocolat

Historia wielkiego wzlotu i upadku już wielokrotnie była przedstawiana przez kino. Dążenie do spełnienia marzeń, osiągniecie sukcesu czy wchodzenie po kolejnych szczeblach kariery gwarantuje wiele zwrotów akcji i moralnych dylematów, które przy pomocy wprawnego oka i ucha reżysera mogą nabrać niesamowitych barw i stać się uniwersalną opowieścią o człowieku. Chocolat nie przekracza Rubikonu. Choć skupia się na jednostce, zyskuje tylko dzięki charyzmie Omara Sy’a.

Chocolat jest uznawany za pierwszego czarnoskórego artystę, który wystąpił w europejskim teatrze. Przeszedł długą drogę, uciekając z niewoli, pracował w cyrku, gdzie wraz z Georgem (James Thiérrée) występował jako klaun. Z podrzędnego cyrku trafił na wielką paryską scenę, która zagwarantowała mu sukces, popularność i ogromne pieniądze. Wielka sława niesie ze sobą konsekwencje, a upór i ambicje nie pozwalają stać w miejscu.

Roschdy Zem przygląda się życiu człowieka, który szedł pod prąd i nie przyjmował porażek. Z optymistycznym usposobieniem i werwą był ulubioną zabawką widowni, która wciąż widziała w nim występującego niewolnika. To właśnie najbardziej wybrzmiewa w opowieści Zema. Pomimo ogromnego sukcesu Chocolat nigdy nie przestał być traktowany jak worek treningowy i roześmiana postać, która na scenie zgarnia baty od białego człowieka.

Rafaël Padilla, tak brzmi jego prawdziwe nazwisko, zapewne był niezwykłą postacią, która zmagała się nie tylko z własnym ego, ale też z hazardem i alkoholem. Chocolat pokazuje ścieżkę kariery, ale robi to w bardzo poprawny sposób. Na uwagę zasługuje Omar Sy, który całym sobą wypełnia ekranowy czas. Jego aktorstwo jest czyste, bez przerysowania czy upiększeń, dzięki czemu w pełni wierzymy w jego zachowania i słowa.

Zdarza się jednak, że film tonie w dłużyznach, a najbardziej kluczowe przygotowania do roli Otella stają się krótkim epizodem bez większego polotu. Chocolat staje się nie tylko biograficzną opowieścią o człowieku, ale niesie w sobie ducha epoki, opowiadając o ludziach i ich poczuciu humoru, kiedy królowało slapstickowe podejście pełne kopniaków i wywrotek. Reżyser pokazuje pełne sale eleganckich ludzi zanoszących się ze śmiechu, kiedy współcześnie potknięcia aktorów nikogo już nie bawią.

Chocolat to proste kino, które uwodzi głównie dzięki bohaterom. Przedstawia opowieść o marzeniu i zapomnieniu. Choć Rafaël większość swego życia spędził na scenie, kiedy zgasły światła rampy wciąż pozostawał kolorowym w świecie białego człowieka. Taki też jest ten film: słodko-gorzki, ale na szczęście nie tonie w niezliczonych kliszach. Zdaje się jednak nie wykorzystywać swojego potencjału, przez co może popaść w zapomnienie, tak samo jak jego tytułowy bohater.

Ocena: 6/10