Toby Kebbell twierdzi, że Fantastyczna Czwórka mogła być dobra

Kolejna osoba, zaangażowana w fatalną Fantastyczną Czwórkę z zeszłego roku uważa, że film ten mógł być o wiele lepszy, gdyby studio Fox nie zepsuło pracy Josha Tranka.

Wiadomo, że Batman v Superman: Świt sprawiedliwości stał się finansową klapą. Nie jest to jedyne widowisko superbohaterskie ostatnich lat, które z trudem pokryło koszty swojej produkcji – największą porażką na tym polu okazała się Fantastyczna Czwórka z ubiegłego roku. Wysokobudżetowy film z dobrą obsadą swój brak popularności zawdzięcza fatalnym recenzjom (na portalu RottenTomatoes zyskał marne 9%), które nie pozostawiły na widowisku Josha Tranka suchej nitki. Sami fani również zażenowani byli fatalną historią, przedstawioną w produkcji oraz nieudolnym sposobem jej realizacji. Toby Kebbell (wcielający się w Dr. Dooma) przekonuje jednak w wywiadzie do The Daily Beast, że istnieje dużo lepsza wersja filmu:

„Powiem Wam szczerze, że wyciął z oryginalnej wersji naprawdę dużo scen. To wstyd! To była o wiele mroczniejsza wersja, a Wy nigdy jej nie ujrzycie…”

Toby Kebbell jako Dr. Doom

To nie pierwszy raz, gdy usłyszeliśmy o potencjalnie lepszym wariancie widowiska zniszczonym na etapie postprodukcji. Josh Trank zamieścił wpis na Twitterze, tuż po premierze filmu, w którym twierdził, że stworzył o wiele bardziej „fantastyczną” wersję historii. Niestety, studio Fox kazało mu ją zmienić. Tweet szybko usunięto, lecz dzięki licznym retweetom sprawa nabrała rozgłosu. Komentarz Tobiego Kebbella wydaje się popierać wypowiedź Tranka. Pełny tweet sfrustrowanego reżysera brzmiał następująco:

„Stworzyłem fantastyczną wersję filmu. Liczyłem na pozytywne recenzje. Prawdopodobnie nigdy jej nie ujrzycie. To smutna prawda.”

Trank otrzymał angaż do pracy nad widowiskiem, po swoim niskobudżetowym debiucie Kronika, który okazał się nieplanowanym hitem. Fox miało olbrzymie plany wobec Fantastycznej Czwórki, chcąc uczynić z niej swój najpopularniejszy film. Na etapie zdjęć i samej postprodukcji doszło jednak do konfliktu między reżyserem a studiem, którego przyczynę doszukiwać się można w odmiennej wizji finalnego widowiska. Toby Kebbell wyraził swoją dezaprobatę wobec sposobu, w jaki ostatecznie ukazany został Dr. Doom:

„Grałem Dooma w trzech scenach: gdy idzie korytarzem, gdy zabija naukowców i wsiada do wehikułu czasu oraz gdy leży na ławce. To były trzy ujęcia, w których wcieliłem się w Dooma. Na pozostałych ujęciach grał zupełnie inny ktoś, zupełnie innego dnia… Wykonujący zupełnie inne czynności! Nie wiem, kto mu na to pozwolił. Tęskniłem za konferencjami prasowymi po Planecie małp, po której popadłem w ruinę. Dr. Doom miał znów wznieść mnie na panteon. Nigdy nie róbcie takich rzeczy filmom!"

Nie wiadomo, czy kiedykolwiek ujrzymy potencjalnie lepszą wersję Fantastycznej Czwórki. Fani Marvela mieli nadzieję, że po tak spektakularnej klęsce prawa do postaci trafią do Walt Disney Studios. Szczwany Fox najwyraźniej czeka, aż widownia zapomni o jego klęsce, by wypuścić kolejną część serii.


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.