RECENZJA: Gdzie jest Dory?

Gdzie jest Dory? jest jak dobry przyjaciel. Znacie go dobrze. Wiecie, czego się po nim spodziewać, a mimo wszystko zaskakuje, rozśmiesza i intryguje. To film przygoda, który nie upada na kolana przed pierwowzorem. Choć momentami ugina się pod legendą Nemo, wciąż zostaje fenomenalną animacją Pixara i nikt nie odbierze mu siły czarowania i rozbawiania. Andrew Stanton sprawdza się w kinie familijnym i po raz kolejny udowodnił, że jest w dobrej formie.

Dory, Marlin i Nemo po ostatniej przygodzie zwolnili nieco tempa i prowadzą stabilne życie wśród przyjaciół. Niestety względny spokój nie może trwać zbyt długo, a Dory ożywiona przebłyskami pamięci i wspomnieniami z dzieciństwa, postanawia odnaleźć swoją rodzinę. Rybia ferajna wyrusza do Kalifornii i dopiero wtedy rozpoczyna się prawdziwa walka o przetrwanie. Stanton mnoży komplikacje, zalewa rybki wodą, aby po chwili dość brutalnie wyrwać je na powierzchnię. Gwarantuje im zawirowania i komplikacje, ale pozostaje wierny równowadze między śmiechem i grozą, porażką i sukcesem.

Gdzie jest Dory? eksponuje wątek poszukiwania do upadłego. Dory szuka swoich rodziców, a przy okazji odkrywa karty przeszłości oraz miejsce swojego pochodzenia (mała Dory jest przeuroczą rybką o ogromnych oczach, która roztapia serca). Marlin z Nemo szukają Dory, a nowy bohater Hank pragnie odnaleźć zapomnienie i spokój. Dla każdego szczęście oznacza coś innego, choć wspólnie walczą o osiągnięcie celu. Stanton zaprzęga mechanizmy heist movie, planuje i skrupulatnie wypełnia swoje założenia, chociaż momentami zbyt mocno przywiązuje się do swoich pomysłów. Zafascynowany rozwiązaniami powtarza je wielokrotnie, sprawiając, że tracą na sile i oryginalności.

Poszukiwania Dory stają się zabawą w kotka i myszkę. Bohaterowie znajdują się w Wielkim Oceanarium w Kalifornii, po którym wirtualnie, swym głosem, oprowadza Krystyna Czubówna i z pomocą napotkanych mieszkańców przemieszczają się z ekspozycji na ekspozycję. Mijają się przy tym nieustannie i gubią ścieżki, co, na szczęście, dzięki komediowemu sznytowi nie nuży. Dialogi stają się świetną rozrywką, pełną zniuansowanego humoru, nie tylko sytuacyjnego.

Film twórców Gdzie jest Nemo? nie jest wolny od wad. Szczególnie w powtarzaniu sprawdzonych rozwiązań. Mimo wszystko całość zyskuje dzięki fantastycznym bohaterom. Stanton ponownie opowiada o przyjaźni, zaufaniu i wzajemnej pomocy. Podkreśla, że w grupie można osiągnąć o wiele więcej niż samodzielnie. W kulturze indywidualistycznej pokazuje, że siła tkwi w rodzinie i znajomych, a na każdy sukces składa się wiele czynników, dzięki czemu film staje się nie tylko rozrywką, ale ciekawą lekcją dla najmłodszych.

Dory jest pełnokrwistą, kobiecą bohaterką, która niczego się nie boi. Choć można jej zarzucić naiwność i ułomność przez brak pamięci krótkotrwałej, wciąż pozostaje wyjątkowo zaradna i odważna w stawianiu czoła przeciwnościom. Gdzie jest Dory? jest jak główna bohaterka – gna do przodu, czasami się potyka, ale nie przejmuje się przeciwnościami. Rozczula niczym urocze przytulające się wydry, koi jak głos Krystyny Czubówny i zaskakuje jak nieprzewidywalna ośmiornica Hank. Prawdziwa morska przygoda z ciepłymi (za)wirowniami.

Moja ocena: 7/10