RECENZJA: The Returned - odcinek 5

The Returned zmierza w stronę ponurego thrillera, sprowadzając motywy ckliwego dramatu na dalszy plan. To miła odmiana po przewidywalnym i niesamowicie nudnym odcinku czwartym, który mógł zniechęcić widzów do całej serii.

Piąty epizod The Returned przesuwa akcję serialu o kilka kroków w przód, wyjaśniając niektóre wątki (w tym ten o psychopacie masakrującym młode kobiety), poszerzając ją o ciekawe aspekty (wiadomo, kto kilka lat temu zabił Victora (Dylan Kingwell) i wprowadzając zupełnie nowe motywy (katastrofa związana z tamą wodną). Fragmenty pretensjonalnego romansu Simona Morana (Mat Vairo) z Rowan Blackshaw (Mary Elizabeth Winstead) nadal przypominają sekwencje taniej, brazylijskiej telenoweli, a historia skłóconych sióstr jest zwyczajnie irracjonalna i nieplanowanie zabawna. Mimo tych wad, twórcy umiejętnie wplątują w całą historię nastrój grozy. Teraz serialowi The Returned o wiele bliżej jest do produkcji pokroju Pod kopułą, niż do serii podobnych do Pozostawionych.

Duszny, mroczny klimat, jaki towarzyszy najlepszym fragmentom odcinka, przedstawiającym losy psychopaty Adama (Rhys Ward), przywodzi na myśl klasyki grozy kina klasy B, które mimo naciąganej fabuły i rozbuchanego patosu, nie przyprawiają odbiorcy o złe wspomnienia. Mroczny las z niepokojącym światłem, padającym zza pleców złoczyńcy tylko wzmaga nieprzyjemny klimat i złowieszczy nastrój. Twórcy korzystają ze znanej zasady horrorów – "w nocy jest straszniej" – i wykorzystują ją w umiejętny sposób. Dzięki tym efektom pewne jest, że Adam to postać, której lepiej nie spotykać w ciemnym zaułku.

Niestety, scenarzyści po raz kolejny sięgają do przepastnej skarbnicy amerykańskich klisz i wyjmują z niej postać rodem z powieści Stephena Kinga. Helen Goddard (Michelle Forbes) to typowa fanatyczka religijna, która za pomocą apokaliptycznych motywów z Biblii stara się wytłumaczyć zaistniałe zdarzenia – tym razem pod ostrzał idzie przypowieść o Noe i potopie. Zupełny brak racjonalności, połączony z przerysowaną mimiką, obowiązkowo posiadającą wytrzeszczone oczy, przypomina parodię Margaret White (Piper Laurie) z filmu Carrie w reżyserii Briana de Palmy.

W piątym epizodzie The Returned występuje naprawdę sporo postaci, posiadających własne wątki fabularne. Scenarzyści dobrze przeplatają ich historie, a montażyści umiejętnie łączą poszczególne sceny w jedną całość, by te nie zlały się w niezrozumiałą sekwencję różnych motywów i zdarzeń. Kilkuminutowe fragmenty losów poszczególnych bohaterów wskazują, że tajemnicze powroty zza światów dotykają mniej lub bardziej osobiście większości mieszkańców górskiego miasteczka.

Pozostaje mieć nadzieję, że twórcy serialu w kolejnym odcinku porzucą już zupełnie mdły wątek romansu rockmana i narzeczonej policjanta, bo jest to historia, która najbardziej działa na niekorzyść produkcji. Mroczny klimat naprawdę dobrze wpasowuje się w konwencję The Returned i oby było go jeszcze więcej.

Moja ocena: 5/10


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.