RECENZJA: Blokada

Blokada to film, który nieagresywnie karci ignorancję, przepytuje z naszej wiedzy geograficznej i kulturowej, ale nie przez zadanie wycelowania palcem na mapie we właściwym miejscu, a empatią we właściwego człowieka – imigranta. Mówi o różnych blokadach, sam nie mając żadnych. Reżyser zawarł idealny pakt z prawdą najbliższą, ale nie na wyłączność.

Bracia spotykają się po 20 latach rozłąki, nie wiedząc o sobie za dużo, ale również nie znając dalej tak naprawdę miejsca, w którym żyją – a jest to Stambuł. Miejsce pełne wewnętrznych konfliktów, nadużywające układu nerwowego, chronicznie wystraszone i napięte. Codziennością jest niepewność i strach. Mieszkańcy są uzbrojeni we wzmożona czujność i broń palną. Są też zawsze przygotowani na atak – niczym zwierzęta na wrogim terenie uciekający przed myśliwymi. A ci nie mają w zwyczaju mieć motywów do polowania. Tak jest i w przypadku mieszkańców. Kadir wychodzi wcześniej z więzienia pod warunek pozostania „wtyką”. Ma węszyć i donosić na ludzi, którzy witają go z otwartymi ramionami i oferują mnóstwo dobroci i wsparcia. Jego brata Ahmeta nie zastajemy w najlepszej kondycji. Pozostawiony przez żonę i dzieci, początkowo zabarykadowany we własnym domu, później również w umyśle, pracuje i eliminuje bezpańskie psy. To nie zagrywka podbijająca makabrę i dyskomfort widza bez dodatkowych znaczeń. Emin Alper jest w dobrych relacjach z wpisywaniem metafory w swoje kino. To pokazanie łańcucha pokarmowego Stambułu. Ci, którzy polują, są na muszce innych. A może to już rywalizacja samych zwierząt, bo do tego zostało sprowadzone i zredukowane życie mieszkańców 14-milionowej metropolii.

Blokada to jeden z najtrudniejszych i najbardziej niewygodnych filmów ostatnich lat. W kontekście obecnych wydarzeń to konfrontacja inteligenta – europejczyka – konformisty ze światem obok, ale tak innym i po prostu niewłaściwym, nie uwzględniającym pojęcia humanitaryzmu.

Reżyserowi też nie chodzi o analizę fizjologicznych nieprawidłowości życia jednostki. Nie zależy mu wyłącznie na emanowaniu biedą w sensie materialnym. Wyczerpująco pokazuje, że Stambuł to nie jest kraj dla jakichkolwiek ludzi. Unaocznia jakie spustoszenie dokonuje się nie tylko w ciele narodu, ale i psychice jego obywateli. Dlatego też flirty Alpera z oniryczną atmosferą, brak ciągłości czasu i wymienne stosowanie perspektyw, próbuje nas wprowadzić w stan najpełniejszego współodczuwanie paranoi w jakiej tkwią bohaterowie. Dostajemy zderzenie czołowe z rzeczywistością, a zabiegi odrealnienia pokazują ekstremum w jakim został postawiony człowiek i jak niedopuszczalna w cywilizowanym świecie powinna być sytuacja przyzwolenia na czyjeś życie na tych płowych glebach.

To pierwsza od czasów Gdyby żółwie mogły latać produkcja relacjonująca cudze (emocje stają się również należeć do widza) realia scenografią post-apokalipsy tak celnie. Najpiękniejsze, a jednocześnie najsmutniejsze jest to, że Alper nie nadużywa rzeczywistości, nie dłubie przy niej, a dokonuje bolesnej obserwacji. Jego techniczne zabiegi, nienaganna sylwetka w zabawach narracją, nie odciągają uwagi od naturalizmu ani nie używają eufemizmów wobec tragedii.

Blokada to kino ważne, bo przede wszystkim odważne, w każdym znaczeniu tego słowa. Jest reportażowe, artystyczne, kreatywne na poziomie ekspresji twórczej oraz nieunikające psychologii. Przede wszystkim jednak nieegoistyczne – a cholernie zatroskane o człowieka.

Ocena: 9/10