RECENZJA: Iluzja 2

Jestem sporym sceptykiem magii (ale nie kina o niej opowiadającej), ponieważ kiedy widzę królika wyciąganego z kapelusza zamiast zachwytu, chcę dzwonić po PETA. Kiedy widzę człowieka przecinanego na pół, mimo setnego włączenia tego filmu na youtube czuję, że tym razem to było naprawdę. Magia próbuje zagadać nas cekinami, iluzją nieograniczonych zdolności ludzkich, że jest tak naprawdę mało szlachetna –oszukuje i kantuje. Pod terminem show ukrywa się po prostu manipulacja i wykorzystywanie przewrotności ludzkiej percepcji oraz naiwności. W Iluzji 2 pod terminem rozrywka nic się więcej nie kryje. Nie byłoby w takim adresie nic kompromitującego (taki gatunek nie został zdelegalizowany) gdyby nie niezgrabne próby dopisywania znaczeń większych i ambitniejszych.

Nasz team magików o enigmatycznej, nawiązującej wręcz do biblijnych postaci, nazwie – jeźdźcy – po ostatnich wydarzeniach jest od roku w spoczynku. Świat oczekuje ich powrotu, bo niosą ze sobą kontrolowaną apokalipsę – epickie i najbardziej efektowne show na świecie. Na dodatek, w przeciwieństwie do innych magików robiących w tym biznesie są tymi dobrymi reprezentantami prawdy (?!) Oni nie są lichwiarzami, a empatycznymi bohaterami, którzy próbują nam wmówić, że wręcz ratują świat swoimi czarodziejskimi sztuczkami. Jednak w wyniku pewnej intrygi (którymi film jest naszpikowany do dezorientacji) bohaterowie trafiają w pułapkę króla podziemia Chin, który leczy swój kompleks niekochanego dziecka, przejmując świat. Niczym elegancka ekipa z Ocean's mają dokonać niemożliwego rabunku.

Nie zrozumcie mnie źle, Iluzja 2 nie wykoleja się ani nie krztusi swoją epickością,a pluska się w niej z gracją. Pławi się w efekciarstwie, dobrobycie i nonszalancji. To jest dobra amerykańska robota rzemieślnicza, pretendująca do jednego z najbardziej epileptycznych filmów od wielu lat. Tempo jest szaleńcze, przewrót goni przewrót, złoto leje się z nieba, a każde mrugnięcie może nas kosztować utratę fabuły. Na szczęście ta jest mocno iluzoryczna i napisania na kolanie. Sensy jakiekolwiek zostają przyozdobione fanfaronadą popisywania się na każdej płaszczyźnie, lecz nie na każdej stoją za tym solidne argumenty.

Mamy tutaj sprezentowane wszystko czego prosta duszyczka, oswojona z ponowoczesnym kinem, potrzebuje. Wręcz podręcznikowo i komiksowo dostajemy złych oraz dobrych bohaterów. Jeden z nich ku żadnemu zaskoczeniu, będący przywódcą Jeźdzców i podwójnym agentem rozlicza rachunki z przeszłości, a jego zemsta tak naprawdę wydaje się być głównym nośnikiem zdarzeń. Mark Ruffalo z zaciśniętymi zębami przestaje nas interesować kiedy wpisany natrętnie zostaje wątek wspomnieniowy i nostalgiczny. Kiedy dodamy do tego rywala granego przez Morgana Freemana, wiemy że jego obecność ma nam przekazać – sam Bóg czuwał nad tym przedsięwzięciem. Ostatecznie iluzja goni iluzje, a co chwilę ktoś inny pstryka palcami. Ja jednak nie dałam się zahipnotyzować.

Niestety w tak dobrej i ograniczonej jedynie własną wyobraźnią (która tutaj jednak jest efektami specjalnymi), rozrywce można wpaść w szkodliwy amok i zarzucić wszelakie ambicje narracyjne na poczet lekkiego napinania mięśni i tak się też dzieje. Kiedy Woody Harrelson jako magik nie radzi sobie z podstawowymi sztuczkami i gra brawurowo dwie postaci bliźniaków, jest jeszcze zabawnie i z dystansem. Niestety jednak potem kolejny bohater zatrzymuje krople deszczu, pokpiwając sobie z Boga, a wizerunek innego pojawia się w wielkich wymiarach na najważniejszych budowlach świata. Komunikat zostaje wysłany – świat – przejmujemy to. I nie mówią to bohaterowie, a wydaje się że amerykańska gildia filmowa. Dominacja amerykańskiego kina finansowo zostaje tutaj udowodniona, a całemu filmowi bliżej tutaj do pokazu sił zbrojnych, niż tego czym był kiedyś i jeszcze bywa u niektórych.

Niestety przepych filmu staje się nieznośny i nieuzasadniony, a fabuła jest tylko generatorem wielkiej machiny, gdzie na scenie pojawiają się ogromne nazwiska i imponujące wyczyny. Dlatego też Iluzja staje się kolejnym występem magików, którzy są czarujący, ale nic nie wnoszący. Brawurowe przedstawienie nic nie przedstawiające prócz samych siebie. Iluzja 2 stwarza iluzję zaangażowania, a tak naprawdę jest pełna niczego… a nie jest tam coś – narcyzm.

Ocena: 4/10