RECENZJA: Marco Polo - sezon 2, odcinek 3

Kłamstwa, spiski i pogarda – tylko w ten sposób można scharakteryzować władzę na dworze Kublai Khana. Jednak trzeci odcinek nowej serii odnosi się nie tylko do nieczystych knowań XIII-wiecznych rządzących Azją. Epizod w rewelacyjny sposób nakreśla rolę i miejsce Marco Polo w relacjach z dworzanami, władcami, kobietami i przyjaciółmi.

Zbrodnia, której dopuścił się Kublai Khan (Benedict Wong) zostawiła w jego psychice trwały ślad, podobnie zresztą jak tytułowemu Europejczykowi będącemu świadkiem całego zajścia. Ich wspólne zdanie w sprawie władzy i moralności zostanie skonfrontowane na wyprawie w góry. Sama sekwencja wspinaczki czerpie inspirację z jednej z najpiękniejszych scen krajobrazowych w pierwszej części Władcy Pierścieni, gdy Drużyna przemierza zaśnieżone szczyty Gór Mglistych. Oczywiście w Marco Polo nie są to aż tak rozbudowane ujęcia, na co z pewnością wpłynął nieporównywalnie mniejszy budżet niż w trylogii o hobbitach, czarodziejach i orkach.

Sama wyprawa Europejczyka i Mongoła szybko nabiera coraz więcej metaforycznych aspektów, a wilk, który wkracza na ich ścieżkę balansuje na granicy wyimaginowanej symboliki i realnego zagrożenia. Problematyka, jaką Marco Polo (Lorenzo Richelmy) podejmuje w rozmowie z Khanem doprowadza do kilku przewrotnych konkluzji i świetnie nakreśla ogólny światopogląd bohaterów, który wyewoluował po ostatnich, drastycznych zdarzeniach. Ich relacja jest wyjątkowo zawiła, jednak poprzez sukces, jaki odniósł Kublai Khan dzięki pomocy Marco Polo w finalnym epizodzie poprzedniego sezonu wzmaga jego sympatię do Europejczyka.

Do epizodu wkrada się też kolejny wątek miłosny, którego tło stanowi konflikt rodzinny. Byamba (Uli Latukefu) traktowany jest przez swojego ojca jak zdrajca, gdyż opuścił pałac władcy, aby żyć u boku ukochanej księżniczki nomadów, Khutulun (Claudia Kim). Marnie wygenerowana komplikacja zbyt kojarzy się z jedną z najpopularniejszych klisz literatury – nieszczęśliwą miłością Romea i Julii. Ich relacja ulega znacznemu pogorszeniu, gdy dowiaduje się, co narzeczona zrobiła jego braciom, będącym na wyprawie dyplomatycznej. Wszystko wskazuje na to, że wojna Kublai Khana i Kaidu (Rick Yune) rozpoczęła się na dobre.

Po raz kolejny choreografia walk dopracowana jest do perfekcji. Tym razem wyraźnie widać w niej wpływy krav magi, której specyficzne ciosy pozwalają pokonać Jingimowi (Remy Hii) znacznie grubszego i większego rywala. Fakt, że każdy z głównych bohaterów jest mistrzem sztuk walk odrealnia ich i sprowadza do delikatnie groteskowego wymiaru, co lekko odbiega od ogólnej konwencji serialu. W wizualnym aspekcie historii wypada jednak wprost rewelacyjnie.

Rządzący posuwają się do nieczystych zagrań, aby otrzymać to, czego pragną lub potrzebują – nie jest dla nich przeszkodą nawet najście nocą jednej z księżniczek i zmuszenie nieznanego mężczyzny, by ten ją zapłodnił. Ich brak moralności może wkrótce poskutkować nadejściem nie jednego, a całego stada wilków.

Moja ocena: 7/10


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.