RECENZJA: Marco Polo - sezon 2, odcinek 4

Po zadowalających trzech pierwszych odcinkach drugiego sezonu Marco Polo, serial znów zwalnia tempa i powraca do monotonnej narracji, która zniechęciła już wielu widzów. Nudnej fabule nie pomagają nawet przepiękne zdjęcia XIII-wiecznego Izraela.

Mimo złowrogiej aury otaczającej dwór Kublai Khana (Benedict Wong) w historii nie pojawia się żadne konkretne, ciekawe wydarzenie, rozbudzające oglądającego z sennej atmosfery odcinka. Fabuła opiera się na statycznych dialogach między dwójką, maksymalnie trójką bohaterów. Twórcy w dobry sposób nakreślają relacje między poszczególnymi postaciami serii (z Kublai Khanem i Kaidu (Rick Yune) na czele), niestety, nie robią tego w ciekawy sposób. Ponad 50-minutowy epizod wlecze się w nieskończoność, a widz tylko czeka na krztę akcji, która ostatecznie nie nadchodzi.

W historii zabawnie wypada tytułowy Europejczyk, stający się czymś na wzór tajnego agenta w służbie jego Khanowskiej mości. Marco Polo (Lorenzo Richelmy) został już oddelegowany do specjalnej misji w pierwszym odcinku bieżącego sezonu, teraz również władca Mongołów wysyła go na poszukiwania zaginionych książąt.

Jeden z wątków odcinka poświęcony został instytucji kościelnej oraz jej hierarchom. Kościół sprawuje tu rolę głównie polityczną i wszystko wskazuje na to, że niedługo wkroczy na tereny Chin pod pretekstem nawracania innowierców, aby później podbić zdobyte tereny. Tym bardziej, że pod władzą chrześcijan znajdują się templariusze ze swoją siedzibą w Izraelu. Sekwencja z XIII-wiecznego miasta to najdoskonalsze sceny czwartego epizodu, które śmiało można porównać do najlepszych fragmentów drugiej odsłony Assassin’s Creeda (mimo, że serial i gra dzieją się w zupełnie innych miejscach, to wyraźnie widać między nimi podobieństwo).

Czuć, że każda relacja w serialu staje się bardziej napięta – jedynie Marco Polo wydaje się być bohaterem nie dążącym do jakichkolwiek spisków czy knowań. Możliwe, iż właśnie dlatego Kublai Khan wysyła go na najważniejsze misje. Równocześnie staje się prawą ręką mongolskiego władcy i ściąga na siebie gniew jego wrogów.

Napięcie narasta, na horyzoncie zbierają się chmury… Czy Khan zdobędzie XIII-wieczną Azję? Czy Kaidu lub templariusze zakłócą jego ekspansyjne plany? O tym wszystkim dowiecie się już 1 lipca na platformie Netflix (wszystkie odcinki zostaną wyemitowane tego jednego dnia).

Moja ocena: 6/10


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.