Karlowe Wary 2016: Anthropoid

Zabrakło dopracowania wielu elementów, aby Anthropoid można było uznać za film idealnie równoważący dramat wojny i ludzkich wyborów. Sean Ellis stworzył dwie odrębne opowieści, które nie przystają do siebie, ale wszelkie niedopatrzenia i wywrotki potrafi puścić w niepamięć inscenizacyjnym rozmachem i powściągliwą emocjonalnością (przełamaną ze dwa razy).

Kino wojenne wykorzystało już wszystkie chwyty. Trudno znaleźć na tym polu coś odkrywczego, a coraz większe nadzieje można pokładać w charyzmatycznych bohaterach, którzy zostaną w końcu odbrązowieni, a zrzuceni z postumentu papierowych zwyciezców, zyskają ludzki wymiar. Anthropoid w ten sposób podchodzi do spadochroniarzy z Londynu, Józefa Gabička (Cillian Murphy) i Jana Kubiša (Jamie Dornan), którzy otrzymali misję do wykonania – dokonać zamachu na życie szefa SS Reinharda Heydricha. Choć obaj przeszli szkolenie, widać ich nieporadność i zwykle, ludzkie zagubienie, co odnajduje odzwierciedlenie w wątpliwościach i różnymi postawami, nawet wśród dowództwa.

Akcja jednak wymaga zdecydowania, precyzji i czytelnego planu. Tak samo powinno być z fabułą filmu, która w pierwszej części niestety poddaje się reżyserskiej niekonsekwencji. Aktorzy z dużym skupieniem starają się oddać czeski akcent, co nie do końca im służy. Stają się spięci, przez co wypowiadanym kwestiom brakuje naturalności. Z biegiem czasu zaczynają się czuć coraz lepiej, ale emocjonalność postaci ustępuje miejsca dynamicznym scenom walki. Samo planowanie zamachu przebiega gdzieś poza ekranem, oddając przestrzeń damsko-męskim relacjom Gabička i Kubiša. Jednak wszelkie potknięcia rekompensuje poczucie strachu i osaczenia po zamachu, kiedy bohaterowie muszą się ukrywać, a ostatecznie stoczyć walkę z niemieckimi żołnierzami.

Anthropoid zachwyca wizualnym dopracowaniem. Stonowane barwy przypominające zdjęcia z Syna Szawła Laszlo Nemesa, pokazują szarą i smutną Pragę. Początek osnuty jest ciszą wyczekiwania, a muzyka pojawia się tylko sporadycznie. Ellis konsekwentnie prowadzi swoją opowieść do finalnego wybuchu dźwięków i emocji. Potrafi zbudować napięcie, choć nie do końca udaje mu się ożywienie średniego aktorstwa Dornana. Całość z dużym poświeceniem niesie na swych barkach Murphy. Marcin Dorociński pełni funkcję głosu sumienia i wątpliwości i wypada wyśmienicie wsród zagranicznej obsady.

Seanowi Ellisowi można zarzucić brak spójności i nadmierną romantyczną nutkę, która zamyka fabułę, jednak Anthropoid jest ciekawą opowieścią o ludziach, którzy byli w stanie stawić czoła reżimowi. To dramat ludzi i całego społeczeństwa. Chociaż film nie wnosi niczego nowego, ożywia bohaterów, których heroiczna postawa zasługuje na szersze spojrzenie. Jest międzynarodowo, zachłannie, z romantyczną fantazją bohaterskiego czynu.

Moja ocena:7/10