Karlowe Wary 2016: Dobra żona

Rodzinna historia, w której na pierwszy plan wysuwa się uważnie obserwująca żona skrywa w sobie wiele tajemnicy. Pozorne szczęście i wzajemne zrozumienie gubi się w odmętach przeszłości, różnic poglądów i zatajonych faktów. The good wife wikła się w analizowanie postaw moralnych i nie wykorzystuje do końca potencjału tkwiacego w Milenie, przez co staje się propagandą słusznych wyborów i fabularnych wpadek.

Mirjana Karanovič z zacięciem opowiada o kobiecie i kobiecym punkcie widzenia. Milena nie jest centrum rodziny, ale stanowi jej podstawę, bez której dom nie byłby w stanie normalnie funkcjonować. Jej postawa i poglądy są reliktem dawnych czasów. Wciąż zamknięta w domu, za kobiecy obowiązek uważa ciche towarzyszenie mężowi i troskę o ciepło domowego ogniska. Nie daje się jednak łatwo wpędzić w pułapkę naiwnego podążania za mężczyzna, często działa na własną rękę, przyjmując ciężar porażek i rodzinnych sporów na własne barki. Jak wiele jest w stanie zaakceptować? Kiedy przestanie przymykać oko na przeszłość męża? I czy w końcu znajdzie siłę, żeby zatroszczyć się o siebie?

Karanovič pokazuje, że nie można definiować świata przez czerń i biel, ale sama nie potrafi do końca oddać wszystkich odcieni szarości. Miesza ze sobą zbrodnie wojenne, konflikt córki z ojcem, kłótnie przyjaciół i chorobę nowotworową, co prowadzi do serii absurdalnych rozwiązań. Kłamstwa i tajemnice przybierają na sile, a w całej fabule brakuje konfrontacji i przestrzeni na szczerą rozmowę. Przez co Milena nie ucieka od schematu wycofanej żony, która nie do końca potrafi zawalczyć o siebie.

Dobra żona mogło być ciekawym spojrzeniem na rodzinne rozdrapywanie ran wojskowej przeszłości, odkrywanie prawdziwej twarzy człowieka, z którym dzieli się życie i feministycznym manifestem kobiecej siły. Pozostał chaos i niespełnione nadzieje.

Moja ocena: 5/10