Karlowe Wary 2016: Fale

Małe miasteczko, brak perspektyw i zwyczajne pragnienia szczęścia stają się przedmiotem opowieść Grzegorza Zaricznego. Reżyser jest zafascynowany swoimi bohaterkami, ich kreowaniem rzeczywistości i radzeniem sobie z problemami. Choć Fale nie są udanym filmem, niosą w sobie prawdę prawdziwego starania. Niestety to za mało, aby przyciągnąć uwagę.

Kasia i Ania mieszkają w Nowej Hucie. Obie odbywają praktyki w zakładzie fryzjerskim i zaprzyjaźniają się ze sobą. Wspierają i niosą wzajemną pomoc. Są nastolatkami, więc wciąż towarzyszy im duża naiwność patrzenia na świat. Wydaje się, że wszelkie ich starania są skazane na niepowodzenie. Już na starcie znajdują się na przegranej pozycji, ale nie ustają w staraniach.

Zariczny powrócił do tych bohaterek po filmiem dokumentalnym Love, Love, aby eksplorować ich zachowania w fabularnej formie. Przeniósł środek ciężkości z charyzmatycznej Kasi na Anię, której postać boryka się z rodzinnymi problemami. Utracona więź z matką i historia przemocy ze strony ojca sprawia, że dziewczyna jest dość zamknięta w sobie, uparta i niepewna. I choć drzemie w niej potencjał, nieustannie zatrzymuje się w pół kroku.

Takie też są Fale. Z ciekawego konceptu stawiania pierwszych kroków w dorosłość, rozliczania się z krzywdami przeszłości i porządkowania rodzinnych relacji, pozostaje słabe aktorstwo (trochę usprawiedliwiam amatorki, ale profesjonalistów już nie) oraz nie do końca udane inscenizacje. Reżyser nie trzyma filmu w ryzach, czasami skupia się na wizualnych rozwiązaniach, ale nikną one w wątłej historii. Chcemy kibicować portretowanym bohaterkom, pomimo tego że brakuje im ekranowej iskry. Dobre intencje nie wystarczą, żeby przekonać publiczność.

Moja ocena: 4/10