Karlowe Wary 2016: To tylko koniec świata Xaviera Dolana

Popkulturowe zapędy Xaviera Dolana, które do tej pory stanowiły o jego sile, trafiły na mocnego przeciwnika. Opowiadanie o przemijaniu, śmierci i rodzinnym rozliczaniu z przeszłości nie zasługuje na skróty myślowe, teledyskowe przerywniki złożenie ze wspomnień z dzieciństwa i serie monologów czy wrzaskliwych rozmów pełnych zbędnych słów.

To tylko koniec świata tętni słowami. Bohaterowie uzewnętrzniają swoje uczucia w dość pokrętny sposób, krzyczą i walczą z prawdziwym zaangażowaniem. Dolan wrzuca do zamkniętego rodzinnego świata znajomego, członka rodziny, który staje się obcym. Nie tyle obcym, co obiektem pożądania, żalów i idealizacji. Spotkanie po niemal dwunastu latach wywołuje kaskadę oburzenia, miłości i chęci odbudowania więzi. Jednak postaci zostają grubo narysowane w niezwykle nachalny sposób.

Członkowie rodziny z automatu otrzymują polaryzujące cechy, które są tylko podbijane. Suzanne (Léa Seydoux jest zapatrzona w brata dramatopisarza z sukcesami w swoim portfolio. Idealizuje jego życie i podziwia jego osiągnięcia, marząc o podobnym wyrwaniu się z małego miasteczka. Antoine (Vincent Cassel) cierpi na kompleks niższości. Zazdrość i poczucie niespełnienia napawa go agresją. Matka (Nathalie Baye) niesie w sobie ogromne pokłady akceptacji i zrozumienia. Natomiast Catherine (Marion Cotillard), jak to zwykle bywa w przypadku obserwatorów z zewnątrz, niesie trafne komentarze i zdaje bardzo dobre pytania niczym psycholog na sesji terapeutycznej.

Pokrętna rodzinka Dolana może irytować i budzić politowanie, jednak nie można odebrać temu filmowi formalnego perfekcjonizmu. Twórca Mommy buduje swój świat na zbliżeniach, z wytrwałością śledzi emocjonalne twarze swoich bohaterów. Taki intymny związek, który nie wzbudza uczucia dyskomfortu, jest ogromną siłą Kanadyjczyka. Z To nie koniec świata można wyciągnąć kilka pięknych momentów: wspomnienie dzieciństwa przy dźwiękach Dragostea Din Tei O-Zone czy rozmowa matki z synem o bezwarunkowej miłości.

To wciąż jest Dolan, który urzeka – twórczą emfazą, wizualnym dopracowaniem i igraniem z otaczającą nas popkulturą. Jednak psychologiczna szarża momentami staje się groteską, a konflikt przy stole nie prowadzi do żadnych zmian i wniosków. Wykrzyczane słowa nie przynoszą ulgi. To tylko koniec świata przyniósł rozczarowanie związane ze zbyt dużymi oczekiwaniami.

6/10