Dlaczego niebieski Power Ranger nie lubi Bryana Cranstona?

Czy Bryan Cranston jest homofobem? Takie oskarżenie skierował wobec niego aktor wcielający się w niebieskiego Power Rangersa w pierwszym sezonie cyklu, David Yost.

W chwili, gdy wszyscy fani Heisenberga są zachwyceni faktem, że ich ulubiony aktor staje się mentorem wojowników w jaskrawych kostiumach, Yost wyraźnie daje znać, iż nie jest miłośnikiem performera. Wszystko tyczy się paru zgryźliwych uwag, jakie w 2009 roku padły z ust Cranstona.

Chyba wszystkich zaskoczyła wiadomość, że tak ceniony aktor zgodził się zagrać Zordona w nadchodzącym reboocie Power Rangers. Wszyscy zareagowali w bardzo emocjonalny sposób, również David Yost, który wydaje się wciąż żyć kontrowersyjnym wywiadem sprzed 7 lat. Podczas niedawnej wymiany tweetów z Amy Jo Johnson (różowy Power Rangers z pierwszego sezonu), kiedy aktorka spytała się o jego zdanie w sprawie angażu Cranstona, ten odpowiedział:

Niefajnie. Nie jestem fanem homofobów… [link] ostatnia strona, ostatnia linijka. Kapryśny gej = problem.

W jednym z wywiadów wyjawił również, dlaczego tak bardzo oburzył się na komentarz Cranstona:

To on jest kapryśny. To jego największy problem.

Tym stwierdzeniem Bryan Cranston nie tylko określił charakter Yosta, ale również sposób, w jaki obsadzony został w roli niebieskiego Power Rangersa (był najsłabszy z całej ekipy, typowy kujon). To przez jego kapryszenie twórcy mieli mu przypisać tak irytującą postać. Yosta drażni również fakt, że jego bohater nazywał się Billy Cranston.

David Yost od dawna szkalowany jest za swoją orientację – przez bycie gejem musiał zrezygnować z roli w Power Rangers. Nic więc dziwnego, że jest tak wyczulony na pejoratywne określenia wobec swojej osoby.

Co ciekawe, David Yost usunął swojego tweeta z oficjalnej tablicy na Twitterze.


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.