RECENZJA: Nie ma mowy!

Nie ma mowy! A jednak! Jeśli rozmawiamy o sprawach uczuciowych, niczego nie możemy być pewni. Trywialne nigdy nie mów nigdy w pełni znajduje swoje zastosowanie w komedii romantycznej Sean Mewshawa. Co prawda sporo w tej opowieści nostalgii, tęsknoty i przerabianej żałoby, jednak reżyserowi udało się zachować lekkość i ciepło uczuciowej opowieści.

Hannah (Rebecca Hall) mieszka samotnie z dwoma uroczymi psami, upajając się wspomnieniami przeszłości i szczęścia z tragicznie zmarłym mężem. Postać mężczyzny rysuje się jako ideał niegodny zastąpienia: czuły, wrażliwy, twórczy, a do tego silny i zdecydowany. Piosenkarz, który popełnił tylko jeden krążek, stał się legendą, a w oczach żony urósł do nienaruszalnej świętości. Tym bardziej bolesne okazuje się wkroczenie Andrew (Jason Sudeikis) z czarnym zeszycikiem zapisanym wyobrażeniami o życiu i śmierci muzyka. Wzajemna antypatia bohaterów napędza ich działania, a postawienie wspólnego celu w postaci biografii zmarłego sprawia, że stają się sobie coraz bliżsi. Mechanizm romantycznego opowiadania działa bez zarzutu, a Mewshaw precyzyjnie zalicza obowiązkowe punktu rozkładu jazdy.

Nie ma mowy! Kształtuję się w dużej mierze jako pesymistyczny obraz żałoby. Reżyser patrzy na Hannę, która próbuje przejść przez wszystkie etapy żalu i cierpienia. Jest tutaj smutek, zagubienie i ogromna złość, a przy tym alienacja i zatopienie się w ciepłych wspomnieniach. Kontrapunkt stanowi wesoły i zdeterminowany przybysz z zewnątrz, który, ze swoimi pokrętnymi teoriami i prawdziwą pasją poznawania, wydobywa kobietę z odmętów rozpaczy. Wspólnie spędzany czas, wymiana spostrzeżeniami i emocjami zbliża do siebie bohaterów. Reżyser portretuje ich w ciepły i nienachlany sposób, a chemia między Hall i Sudeikisem pozwala nam uwierzyć w prawdziwość ich relacji.

Przy dźwiękach romantycznych piosenek o miłości, przy świetle księżyca na łonie natury uczymy się o otwartości, odpuszczaniu przeszłości i dojrzewaniu do nowych relacji. Debiutujący Mewshaw pozwala się nam zatopić w chwili i rozkoszować rytmicznym płynięciem fabuły. Nie ma mowy! to uroczo-przejmujące spojrzenia na to, co znaczy ruszyć do przodu.

Moja ocena: 5,5/10