Stranger Things - recenzja 1. sezonu (bez spoilerów)

fot. materiały prasowe

Netflix to jednak potrafi robić wielkie rzeczy. Za pomocą serialu telewizyjnego sprawił, że na świecie pojawił się wehikuł czasu. Maszyna, która zabierze Was do lat osiemdziesiątych. Odtworzy klimat tamtych lat za pomocą zwykłych plakatów filmowych, muzyki takich zespołów jak The Clash, Jefferson Airplane, Joy Division czy wreszcie dzieciaków, którzy w piwnicy rozgrywają kolejną niezapomnianą partię w Dungeons and Dragons. Tak, te wszystkie elementy – i jeszcze więcej – powróciły dzięki amerykańskiej platformie, która zadebiutowała w ubiegłym tygodniu niesamowitych serialem. Jego tytuł to Stranger Things.

Historia stworzona przez braci – Matta i Rossa Dufferów jest bardzo prosta. Lata osiemdziesiąte, małe miasteczko w Indianie. Życie jego mieszkańców wywraca się do góry nogami, kiedy w niewyjaśnionych okoliczność dochodzi do zaginięcia 12 letniego Willa. Jego matka oraz brat za wszelką cenę chcą go odnaleźć. Jak się okazuje nie tylko oni. Jego śladem rusza również miejscowy szeryf nękany demonami przeszłości oraz trójka wiernych przyjaciół. Cała sytuacja robi się jeszcze bardziej skomplikowana w momencie, gdy w mieście pojawia się tajemnicza dziewczynka obdarzona niesamowitymi mocami.

Tak jak wspomniałem na wstępie swojego tekstu, Stranger Things to istny wehikuł czasu, który zabierze Was do przeszłości. Oglądając kolejne odcinki, ma się nieodparte wrażenie, że twórcy tej produkcji stworzyli ją w latach osiemdziesiątych, zamknęli gdzie w jakimś sejfie i o nim zapomnieli. Dopiero po latach owa skrytka została odnaleziona, a w niej znajdowały się stare kasety VHS z serialem. Prawdziwa bomba klimatyczna, która w pewnym momencie zostaje zdetonowana. Z niej wydobywają się detale takie jak plakaty istnych filmowych kultowców (między innymi Szczęki oraz Coś) czy piosenki legendarnych zespołów rockowych. Małe rzeczy, które robią niepowtarzalną i niespotykaną w dzisiejszych czasach atmosferę.

Bracia Dufferowie czerpią garściami od najlepszych. Nie są to jednak bezmyślne zapożyczenia, które niektórzy z pewnością okrzyknęliby plagiatem. Jest to inspiracja i miłość, która wydobywa się z każdego kadru, każdej kolejnej upływającej sekundy. Jeśli jesteście zakochani w starych filmach Spielberga takich ja E.T., jeśli wielbicie serie Obcy lubi też uwielbiacie Goonies – to po prostu musicie zapoznać się ze Stranger Things.

Ten serial to nie tylko zapożyczenia. To także prosta, aczkolwiek świetna historia, która została okraszona fantastycznymi postaciami. Każda z nich to bohater z krwi i kości, który charakteryzuje się własną osobowością. Są to zwykli ludzie, którzy budzą naszą sympatię i po prostu im kibicujemy. Z wielką przyjemnością ogląda się kolejne kłótnie młodych chłopców, wtrącających do swoich wypowiedzi nazwiska kultowych filmowych bohaterów. To także obraz walki matki muszącej zmierzyć się ze straszną tragedią jaką niewątpliwie jest zaginięcie dziecka. Wreszcie jest to istny teatr małomiasteczkowego szeryfa, który jest nękany przez demony przeszłości. Plejada fantastycznych bohaterów, o których można by napisać całkowicie oddzielny tekst.

Stranger Things jak każdy doskonały klasyk z lat osiemdziesiątych, posiada również fenomenalny wątek paranormalny. Tak, więc mamy małą dziewczynkę obdarzoną niezwykłymi mocami, takimi jak telepatia oraz telekineza. Jest również tajemnicy potwór, który nęka miasteczka i nie pozwala normalnie żyć mieszkańcom. I w zasadzie, jeśli miałbym doszukiwać się jakichś większych minusów tej produkcji to byłby to właśnie owy stwor. Nie dlatego, że został on słabo wymyślony czy jego wygląd jest niefajny. Nic z tych rzeczy. Jednym zarzutem w stronę twórców jest brak efektów animatronicznych. Zamiast tego mamy CGI pokrakę, która w jakiś tam sposób próbuje zabić urok serialu. Na szczęście nie udaje mu się to w stu procentach!

Serial Dufferów ma zadatki na stanie się absolutnym klasykiem. Na razie jest to zdecydowanie produkcja tego roku, a także najlepsza rzecz stworzona przez Netfliksa. Stranger Things jest czymś w rodzaju listu miłosnego i spadkobiercą lat osiemdziesiątych. To zjawiskowy projekt, który zachwyci każdego fana seriali i kultowych filmów. Po prostu pozycja obowiązkowa.

Moja ocena: 9/10


Gracjan Mikitin
Redaktor Naczelny FDB. Od czasu do czasu, lubię obejrzeć sobie jakiś film :)