Boska Florence - Teoria wielkiego fałszu

Meryl Streep i Hugh Grant w Boskiej Florence.

Mistrz biografii Stephen Frears sięgnął do historii muzycznej legendy Nowego Jorku – cudownie fałszującej i nietrafiającej w każdą kolejną nutę Florence Foster Jenkins. Główne role w Boskiej Florence grają Meryl Streep i Hugh Grant oraz znany z Teorii wielkiego podrywu Simon Helberg.

W swej najnowszej produkcji mistrz biografii, Stephen Frears (Królowa, Tajemnica Filomeny) sięgnął do historii muzycznej legendy Nowego Jorku – cudownie fałszującej i nietrafiającej w każdą kolejną nutę Florence Foster Jenkins. Mimo, że główne role w Boskiej Florence grają Meryl Streep i Hugh Grant, to jednak drugoplanowa rola Simona Helberga, grającego akompaniatora tytułowej bohaterki Cosmé McMoona, jest równie ważna. Ostatecznie do akurat tego tanga potrzeba było trojga.

Są nietypowi. Florence (Meryl Streep) i St. Claire (Hugh Grant) tworzą ekscentryczną parę. Kolejnym członkiem tego niekonwencjonalnego tercetu bohaterów jest Cosmé McMoon, który akompaniuje Florence na fortepianie. W rolę tę wcielił się Simon Helberg, znany przede wszystkim z amerykańskiego serialu telewizyjnego Teoria wielkiego podrywu. Helberga oczarował ekscentryzm wszystkich filmowych bohaterów, w szczególności McMoona.

Hugh Grant, Meryl Streep i Simon Helberg w scenie z filmu Boska Florence.

To takie niewyrośnięte kwiatuszki, które rozkwitają w pełni, gdy w ich życiu pojawia się Florence Foster Jenkins. Dzięki niej do głosu dochodzą wszystkie najlepsze cechy ich osobowości. McMoon zupełnie nie pasuje do tego świata i nie ma pojęcia, w co się pcha, dzięki czemu ta postać jest jeszcze bardziej urzekająca – mówi Helberg. – Bardzo szybko orientuje się, że trafił do strefy mroku i nie wie, w jaki sposób ma się z tego wykaraskać. Podziela miłość Florence do muzyki i nie stara się jej oceniać. Oboje są bardzo niewinni w swojej pasji. Granie go było dla mnie fajną zabawą. Tym bardziej, że Cosmé bardzo się przy tym poci, co zawsze przychodziło mi naturalnie…

Na samym początku przygotowań do realizacji Boskiej Florence kompozytor Alexandre Desplat stwierdził, że do roli McMoona należy zatrudnić aktora, który potrafi również znakomicie grać na fortepianie. Reżyser castingu pomyślał o Simonie Helbergu. Reżyserowi wtóruje producent Michael Kuhn.

Obsadzenie Simona Helberga było dziełem geniusza. To nie tylko znakomity aktor komediowy, ale także uznany pianista. Mieliśmy szczęście, że udało nam się znaleźć kogoś takiego, bo oglądanie osoby udającej, że umie grać na fortepianie, to coś okropnego.

Simon Helberg jako Cosmé McMoon w filmie Boska Florence.

Simon Helberg niewiele wiedział o prawdziwych Florence, Bayfieldzie oraz McMoonie.

Gdy czytałem scenariusz Nicholasa Martina, odczuwałem mnóstwo skrajnych emocji – wspomina aktor. – Śmiałem się histerycznie, rzewnie płakałem, rozumiałem te postaci na znacznie głębszym poziomie. To film o miłości do muzyki, ale także o miłości do życia, o tym, że sposób, w jaki postrzegamy życie, jest najważniejszy, nawet jeśli ma czasami mało wspólnego z rzeczywistością – kontynuuje ekranowy Cosmé McMoon. – Czytając scenariusz przypomniała mi się scena z Wystarczy być i ta słynna kwestia dialogowa: Życie jest stanem umysłu. Florence nie ma w sobie ani odrobiny cynizmu, chodzi o muzykę, o spełnienie wielkiego marzenia. A Meryl jest jedną z najbardziej czarujących osób na świecie, co znakomicie pasowało do postaci.

Simon Helberg i Hugh Grant w Boskiej Florence.

Mieliśmy wielkie szczęście, że Simon był z nami, bowiem jest nie tylko wybornym komikiem, ale potrafi również grać na fortepianie. Simon miał najtrudniejsze zadanie, gdyż musiał grać i jednocześnie reagować na to, co dzieje się wokół niego. Wypadł wspaniale i ani razu się nie pomylił w grze na fortepianie, co było wprost niewiarygodne – chwali aktora Meryl Streep.

A Hugh Grant dodaje:

Zatrudnienie Simona było przejawem czyjegoś geniuszu. Był idealny do tej roli, okazało się także, że jest prawdziwym pianistą grywającym na koncertach! Mam nadzieję, że widzowie docenią fakt, iż to on rzeczywiście gra we wszystkich filmowych scenach.

Florence Foster Jenkins kochała muzykę ponad życie. Niestety bez wzajemności. Natura obdarzyła ją słuchem i głosem, które nawet głuchego doprowadziłyby do rozpaczy. Florence jednak pragnęła śpiewem podbić świat i w pewnym sensie jej się to udało. Jako dziedziczka sporej fortuny i narzeczona St. Clair Bayfielda – brytyjskiego aktora arystokraty, posiadała atuty, przy których jej brak talentu wydawał się nieistotną przeszkodą. Dzięki heroicznym staraniom ukochanego udawało się jej występować na Broadway’u i nagrywać płyty, a przede wszystkim wciąż wierzyć w swój dar. Jednak, gdy zapragnęła ukoronować swój tryumf koncertem w słynnym Carnagie Hall, nawet Bayfield wpadł w panikę. Ale czegóż nie robi się dla ukochanej.

W oczekiwaniu na premierę filmu, która nastąpi 19 sierpnia 2016 roku zobaczmy zwiastun:

Źrodło: informacja prasowa


Arkadiusz Turek
Jako redaktor zajmuję się głównie kinem polskim i europejskim. Rodzime produkcje coraz częściej zasługują na promocję, choć nie mają takich "łokci" jak hollywoodzka maszyna. Rzucam więc do walki wszystkie swoje klawiatury i spróbuję to zmienić ;) Prywatnie jestem filmożercą, ale umiarkowanym kinomaniakiem (nie znoszę zapachu popcornu, gdyby nie on, zdecydowanie częściej chodziłbym do kina). W zamian buduję własne kino, gdzie zgromadziłem już ok. 5 tys. pozycji, w tym tysiąc polskich. Na fdb.pl od wiosny 2007 r.