RECENZJA: Preacher - odcinek 8

W ósmym odcinku Kaznodziei twórcom idealnie udaje się rozgraniczyć czarny humor z inteligentnymi refleksjami. Powaga jest na tyle wyważona, by nie razić nadmiarem patosu, a dowcip nie płynie już bezpośrednio z komicznych zachowań głównych bohaterów, tylko ze splotu zdarzeń, w które zostają wplątani.

Do wrót kościoła przybywa Odin (Jackie Earle Haley), gotowy przejąć ziemię, na której stoi budynek. Cała sytuacja staje się nie tylko polem szalonej walki między Jessiem (Dominic Cooper), a ludźmi socjopatycznego fabrykanta (równowaga sił 30:1), lecz również polem do popisu kreatywnej wyobraźni scenarzystki (Olivia Dufault). Twórcy sięgają po motywy zaczerpnięte z czasów wojny secesyjnej – Odin wraz ze swoim zespołem reprezentuje tu stronę Unii, na co wskazuje mundur Donniego Schencka (Derek Wilson). Kościół to ostatni bastion Jessiego Custlera, w którym fanatyczny duchowny broni się przed uzbrojonymi wrogami. Siły antagonistów nadchodzą kolejnymi falami, lecz kaznodzieja zdolnie je odpiera. Równie szalonej a równocześnie kreatywnej sekwencji oblężenia pozazdrościć może niejedna produkcja spod znaku zamku i smoka.

Jessie zaczyna popadać w obłęd i choć wizualizacja jego szaleństwa nie stanowi w serialu szczególnie innowacyjnego motywu, to faktycznie działa i prowadzi do całkiem ciekawego suspensu. Postać ta pozytywnie ewoluuje od poprzedniego odcinka, gdzie ukazał on swoją antypatyczną stronę. W ósmym epizodzie Jessie nareszcie daje do zrozumienia, że jest tym samym awanturnikiem, z którym Tulip (Ruth Negga) planowała spędzić resztę swojego życia, a nie zwykłym prowincjonalnym klechą. Gdy w zagrożeniu znajduje się coś, co kocha lub w co wierzy, tytułowy bohater szybko zamienia się w prawdziwego kaznodzieję z karabinem.

Arseface (Ian Colletti) nadal tkwi w piekle, gdzie przez pomyłkę wysłał go Jessie. Kaznodzieja jest świadomy swojej pomyłki. By uratować niezrównoważonego psychicznie chłopca gotów jest oddać Genesis niebiańskim wysłannikom (Tom Brooke i Anatol Yusef). Twórcy po raz kolejny przedstawiają widzom klimatyczny rytuał wydobycia mocy zrodzonej przez miłość anioła i demona, dzięki czemu fani serialu mogą bliżej przyjrzeć się, co tak naprawdę wchłonął Jessie. To kolejne fragmenty Kaznodziei rozbudowujące świat przedstawiony serii.

Mimo rozwiania wielu tajemnic spowitych wokół bohaterów serialu (jak np. źródło szpetoty Arseface’a wyjaśnione w poprzednim epizodzie), twórcy po raz kolejny dowodzą, że postacie, z którymi zaznajamiają widzów, skrywają w szafie jeszcze wiele trupów. Tym razem aura sekretu spływa na Tulip. W jej przypadku w szafie nie tkwi trup tylko krwiożercza bestia. Czyżby scenarzyści mieli wkrótce skierować serial na tory pastiszu kina grozy? Czas pokaże w dziewiątym odcinku.

Jessie znajduje się obecnie na rozdrożu – parafianie uznają go za szaleńca, Odin zajmuje kościół, a Arseface wciąż cierpi katusze w najmroczniejszych czeluściach Otchłani. Wszystko wskazuje na to, że prowincjonalny kaznodzieja za niedługo zamieni Biblię na strzelbę i poruszy Niebem oraz Piekłem.

Moja ocena: 9/10


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.