DC vs. Marvel - Kto wygrał na tegorocznym Comic-Conie?

Comic-Con 2016 już za nami i chociaż przez trzy dni zapowiedzi było co niemiara, to możemy na tym etapie przestać się czarować. Wszyscy wiemy, że na Comic-Conie najciekawsze są zapowiedzi filmów z uniwersum DC oraz Marvela.

Nie zawsze tak było. Marvel swój filmowy świat kreuje już od 2008 roku, kiedy to premierę miały Iron Man oraz Niesamowity Hulk. Iron Man zaczął tradycję scenek po napisach w każdym szanującym się blockbusterze, które zapowiadają sequele czy — w przypadku Marvela — inne filmy MCU.

Kiedy więc Marvel zaczął wystawiać fundamenty tego wielkiego kinowego domu dla swoich bohaterów, Warner Bros i DC były ledwo w połowie trylogii Batmanów Christophera Nolana. I chociaż Mroczny Rycerz, który wyszedł kilka miesięcy po Iron Manie okazał się świetnym filmem, w wielu kręgach wręcz kultowym, to jednak Tony Stark miał większy wpływ na filmowy krajobraz przyszłości. Jeśli mi nie wierzycie, zastanówcie się, jaki bezpośredni wpływ na świat kina miał Mroczny Rycerz? Tak absolutnie szczerze. Macie jakieś pomysły? Bo ja nie mam żadnych. A teraz spójrzmy na Iron Mana, który nie dość, że sprawił, że Robert Downey Jr. znowu coś znaczy w Hollywood, to jeszcze stanowił początek wielkiego filmowego universum, które w skali kinematografii jest czymś zupełnie nowym. To mieszanie wątków i poszczególnych bohaterów w różnych filmach, było powiewem świeżości w świecie gdzie jedynym sposobem continuity między filmami były sequele i prequele. Marvel przedstawił nam nową, cudowną przyszłość, w której kolejne filmy i serie istnieją obok siebie, wpływają na siebie nawzajem, a bohaterowie się przeplatają między sobą.

Oczywiście, kiedy Marvel zaczynał to rozwijać, niewiele osób wierzyło, że się uda, czy też, wietrzyło jakąkolwiek filmową rewolucję. Więc kiedy inne wytwórnie zauważyły sukces Marvela w okolicach 2013, postanowiły tworzyć własne universa. Sony wymyśliło universum Spidermana, które kompletnie nie wypaliło, Fox nadal kombinuje z universum X-Men… I było jeszcze DC…

Człowiek ze Stali oraz Batman v Superman to niepodważalnie kiepskie filmy. Chociaż są zabawne w pewnych momentach, są kompletnie poronione pod względem logiki scenariusza. Nie powstrzymuje to jednak DC przed dalszymi próbami, na dniach będzie premiera Legionu Samobójców, planowane są kolejne filmy…

I ten trochę przydługi wstęp prowadzi nas wprost w ramiona tegorocznego Comic-Conu. Ktoś z was może zapytać — ale po co nam taki wykład o historii tych filmów? My chcemy wiedzieć kto wygrał! Cóż, odpowiedź może was zaskoczyć, bo w moim odczuciu możemy zaliczyć remis.

Opinia publiczna może wam powiedzieć, że wygrało DC. I jakoś mnie to nie dziwi. Otrzymaliśmy kilka zwiastunów i zapowiedzi dotyczących universum, a po odsunięciu się od wizji Zacka Snydera która definitywnie zrujnowała poprzednie filmy tego universum, nagle pojawiło się światełko nadziei, że nowe filmy studia będą po prostu lepsze.

Otrzymaliśmy więc zapowiedź Wonder Woman, która zszokowała wszystkich. Czym? Odpowiedź jest prosta. KOLORAMI. Dotychczasowe dwa filmy od DC były praktycznie czarno-białe, pełne patosu i pompatyczności godnych jakichś dramatów wojennych. A tu nagle mamy świat Wonder Woman który jest pełen barw, a tu i tam zdarzą się nawet jakieś dowcipy. Nie dziwię się, że ludzie uwielbiają tę zapowiedź, sam jestem co prawda sceptyczny, ale wygląda to po prostu dobrze, nawet jeśli za bardzo kojarzy mi się to z Kapitanem Ameryką: Pierwszym Starciem.

Dostaliśmy wspaniały zwiastun Legionu Samobójców który wygląda po prostu wspaniale. I nie tylko wygląda, ale także i brzmi. Po prostu uwielbiam tę zapowiedź i coraz bardziej chcę obejrzeć ten film.

No i największa perełka, Justice League, które wygląda bardzo ciekawie, chociaż znowu, czuć, że to popłuczyny po Avengers. Nie łudźmy się, DC po dwóch poprzednich wpadkach będzie chciało się zrehabilitować, i najlepszą metodą owej rehabilitacji wydaje się obecnie być zrzynanie od Marvela. Co w sumie, jeśli wyjdzie dobrze, nie będzie dla mnie żadnym problemem.

Problemem jest fakt, że ludzie tak szybko odtrąbili zwycięstwo DC na Comic-Conie, tylko dlatego bo Marvel przedstawił zwiastun jednego filmu. Co jest stanowczym niezrozumieniem taktyki którą podejmuje DC.

Teraz i oni chcą nas przyzwyczaić do idei swojego universum, i przekonać, że projekt się rozwija, w związku z czym, oczywistym się wydaje, że będą wrzucać do sieci mnóstwo zwiastunów, i mnóstwo hucznych zapowiedzi. DC wie, że nadszarpnęło zaufanie widzów swoimi dotychczasowymi poczynaniami. Teraz muszą odkupić to zaufanie.

Marvel z kolei jest atakowany za to, że nie przynieśli zbyt dużo nowych zabawek na Comic-Con. Spider Man Homecoming doczekał się ledwie Concept Artu, a nie zdjęcia full HD, zamiast dać nowe newsy potwierdzono plotki krążące od dawna i dano nam tylko jeden zwiastun Doktora Strange'a, który podobno nie obchodzi nikogo.

Ludzie którzy tak piszą nie zauważają jednak szczegółów. Takich jak na przykład fakt, że Marvel już wytoczył wielkie działa. Najwięksi herosi już są w tym universum. Teraz trzeba wprowadzać nowych, by ten świat nie popadł w stagnację. Stąd pomysł na ekranizację Strażników Galaktyki, stąd pojawienie się Doktora Strange’a, stąd też wprowadzanie wielu innych postaci o których nikt jeszcze nie słyszał. A zdjęcia do Spider Man Homecoming zaczęły się dopiero niedawno, więc trudno mi płakać za brakiem zapowiedzi w tej materii.

A jeśli o samego Doktorka chodzi, czy tylko ja uważam, że zapoznanie tłumów z tą postacią poprzez film to wspaniały pomysł? Szczególnie że film zapowiada się naprawdę świetnie i inaczej w porównaniu do produkcji szykowanych przez DC. Podczas gdy oni po prostu prezentują nam swoje największe gwiazdy, Marvel może się skoncentrować na robieniu filmów które będą się różnić od reszty, i będą w stanie poradzić sobie jako samotne filmy.

A że sam film zapowiada się miodnie, to już inna sprawa. Tylko mnie kojarzy się z Incepcją?

Marvel już przeszedł tę fazę, gdy musiał świecić pełnią trailerów na każdym evencie, by przykuć uwagę widzów. Teraz gdy fanbaza jest bardzo duża i sklarowana, Marvel nie musi się martwić o przyciąganie nowych widzów. Teraz problem rozbija się o utrzymanie zainteresowania, i to, co robi Marvel wydaje się wystarczające.

W tym tekście można wyczuć, że jestem wielkim fanem Marvela. I w wielu aspektach to prawda. Jednakże, jest mały haczyk — zawsze bardziej wolałem bohaterów DC. Problem polega na tym, że jeśli dostanę dwa filmy do wyboru, wybiorę ten który będzie lepszy. A na razie to Marvel pokazywał mi, że można mu zaufać, bo po prostu wie co robi, gdy bierze się za filmy. DC rzuca ciekawe zapowiedzi, ale trudno będzie się podnieść po upadku jakim było Batman v Superman.

Niech jedno będzie jednak wyraźne. Mam nadzieję, że filmy OBU wytwórni się udadzą. Sukces Marvela pomaga DC, a klęska DC będzie szkodzić również Marvelowi. Typowy Kowalski nie interesuje się tym, że Iron Man jest z jednego świata, a SuperMan z innego. Dla takiego widza, równie dobrze Spider Man mógłby walczyć z Batmanem.

A więc trzymajmy kciuki za to, żeby obu wytwórniom się udało. Kłótnie fanboyów są bezcelowe, bo koniec końców chodzi o to byśmy mieli filmy wysokiej jakości. A takimi można się cieszyć bez względu na stronę po której się stoi.


Jakub Kucharski
Bloger amator. Miłośnik kinematografii, wielki fan Christophera Nolana, maniak Toma i Jerry'ego. W wolnych chwilach słucham Rocka lub muzyki Indie, oglądam jakiś film, lub gram ze znajomymi. Uwielbiam zbierać mało znane ciekawostki o pewnych filmach i wyłapywać smaczki w poszczególnych produkcjach...