RECENZJA: Preacher - odcinek 9

Kowboje, wampir, Serafin, niebiańscy wysłannicy – to tylko parę postaci serialu rodem z istnego cyrku dziwów. Losy jego przedstawicieli ścierają się w przedostatnim odcinku pierwszego sezonu Preacher. Humorystyczny aspekt ustępuje tu poważnym, lecz wciąż szalonym wątkom. Nad wszystkim unosi się niezwykła aura tajemnicy.

Dziewiąty odcinek Kaznodziei powoli zaczyna łączyć ze sobą wątki przedstawione we wszystkich epizodach. Przede wszystkim wyjaśnione zostaje, kim jest tajemniczy kowboj (Graham McTavish) ukazujący się kilkukrotnie w serialu. Choć wciąż nie nazwano go Świętym od morderców (takim mianem określany jest w komiksie), to jego origin story i westernowa konwencja całego wątku ściśle nakierowuje na tę właśnie postać. Brutalna rzeź jaką rozpętuje w podłym barze na Dzikim Zachodzie śmiało może równać się z kultową sekwencją masakry w japońskiej restauracji z filmu Kill Bill. Aż chce się czekać na moment jego konfrontacji z Jessiem Custlerem (Dominic Cooper) – niestety, nie wiadomo kiedy takowy nastąpi.

Twórcy po raz kolejny ukazują słabość psychiki bohaterów serialu, dowodząc, że nawet najspokojniejsza i najmoralniejsza postać może nie wytrzymać presji i zwyczajnie się załamać. Brutalne morderstwa przedstawione zostają w wyjątkowo realistyczny sposób, a głównym celem operatora (John Grillo) staje się twarz aktorów – zarówno zabójcy, jaki i jego ofiary. Kwintesencję wątku załamań nerwowych stanowi Psychoza oglądana w telewizji przez Emily (Lucy Griffiths).

Scenarzyści bawią się konwencją serialu i choć monstrum w domu Tulip (Ruth Negga) okazuje się być tylko Cassidym (Joseph Gilgun), regenerującym się po dość poważnym poparzeniu słoneczny, to całej sekwencji blisko do brutalnego stylu filmów kina grozy. Wampir zostaje ukazany jako wyjątkowo krwiożercze stworzenie. Zwierzęta podawane przez Tulip nie wystarczają mu, by w pełni wyleczyć dotkliwe rany. Twórcy niejednokrotnie sięgają po wątki z kina grozy, czego wisienkę na torcie stanowi scena z udziałem parafialnej organistki. Droga Emily do pokoju Cassidiego przez mroczny korytarz jest nie tylko świetnym odniesieniem do znanego i powszechnego motywu horrorów – przyjmuje też rolę inicjacji organistki, jej wewnętrznej przemiany i odnowy.

W dziewiątym odcinku Kaznodziei duży nacisk położony zostaje na rozbudowę mitologii uniwersum. Twórcy serwują widzom swoją własną, autorską wizję Piekła oraz jedynego sposobu na dostanie się do Otchłani. Grecki Charon i rzeka Styks ustępują tu miejsca "zwyczajnemu" biuru podróży i obskurnemu autobusowi. Cały motyw Piekła prowadzi do ciekawego i nieoczekiwanego suspansu na miarę samego Hitchcocka, a jego rozwinięcie i rozwiązanie jest w zasadzie nie do przewidzenia.

Dziesięcioepizodowy sezon zmierza do swojego finału, a biorąc pod uwagę ostatnie odcinki serii, będzie on piekielnie dobry!

Moja ocena: 8/10


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.