Nowe Horyzonty: Ostatnie dni miasta

Gubienie perspektywy, przyznawanie się do osobistego kontaktu z kręconą materią i świadome zbliżenie do oddychania cudzym dwutlenkiem węgla, to nie są już nadużycia dokumentalistyki, a nowe metody narracyjne. Zatrudnia je w swojej quasi-poetyckiej historii o ocaleniu Tamer El Said w Ostatnich dniach miasta, nagrodzonych największym wyróżnieniem na Nowych Horyzontach.

Ten film to trudne i wymagające doświadczenie. Nie zawsze dzieło spełnione, ale nieprzerwanie natchnione. Snuje opowieść od końca. Ostatnie sceny filmu rozpoczynają go, mamy nielinearne prowadzenie. To wszystko by zarysować okoliczności w jakich znajduje się nasz bohater – rewolucja z 2011. Granica pomiędzy reżyserem, a bohaterem zostaje mocno rozmiękczona co nadaje utworowi jeszcze bardziej osobistego i intymnego ducha unoszącego się nad tą „niby” publicystyką. Wszystko w życiu bohatera ulega dosyć szybkiemu rozkładowi. Matka choruje, on ma problemy finansowe, miłość jego życia chce wyjechać. Kulisy jego prywatnego życia współgrają z kondycją miejsca, w którym jest. Ruiny jego egzystencji idą w duecie z niszczonym z dnia na dzień miastem, gdzie rządy sprawuje dyktatura, a porządek to termin który w słowniku osób rządzących dawno zanikł.

Nie od dziś znamy metodę filmu w filmie. Prócz gorzkiego sprawozdania z rozkładu świata, mamy historię zwielokrotnioną o refleksje etyki sztuki i jej zasadności w walce z czymkolwiek. Czy kiedy mąż bije swoją żonę, filmowiec pomoże w jakikolwiek sposób nagrywając to? Czy zbierze po prostu materiał, łudząc się że doprowadzi do szerszej dyskusji, która nie zagoi ran i nie zmniejszy siniaków na ciele kobiety. Ten wątek wydaje się być najbardziej wyrazisty i udany w narracji reżysera. Sztuce jednak bliżej do bierności, niż siły interwencyjnej – to najmniej drżąca teza wypowiedziana przez reżysera.

Jednak nieznośna staje się w filmie chwilami przepchnięta, bez znalezienia środka ciężkości melancholia, romantyczna szarpanina z rzeczywistością, szukanie metafor w kurzu opadającym na opuszczone miejsca w mieście. Te momenty kołyszą, ale nie do smutnej melodii o upadku, a do drzemki na sali kinowej.

Finalnie Ostatnie dni miasta to spójna i dosyć świadoma, ale nieregularna zaduma, takie ostatki człowieczeństwa i zaklęcie rzucane na przeszłość. 10 lat budowania tego filmu widać również w konsekwencji i ambicjach twórcy poszukiwania więcej liryki i stworzenia krytyki rządów nie w formie surowej recenzji, a w eseistycznej formule. Połowiczny sukces, ale ogromna ciekawość dalszej ścieżki artystycznej Tamera El Saida. Ostatnie dni miasta nie mogą być jego ostatnim filmem!

Ocena: 6/10