RECENZJA: Epoka lodowcowa: Mocne uderzenie

Epoka lodowcowa to przykład serii, która już dawno pożarła swój ogon. W piątej części cyklu wygasa właściwie każdy motyw wynoszący przygody prehistorycznych stworzeń na piedestał współczesnej animacji. Niewybredny dowcip, drażniące wątki i liczne dziury w fabule – to tylko kilka wad, które doszczętnie rujnują śnieżny świat Mańka, Sida i reszty zróżnicowanego stada.

Idea sequela, w którym twórcy stykają przygody głównych bohaterów z kinem SF, to pomysł poroniony już od samego konceptu. Hollywoodzcy amatorzy łatwego zysku niejednokrotnie wysyłali postacie z głośnych cykli w przestrzeń kosmiczną, lecz ani razu nie wyszło im to na dobre, o czym mógł przekonać się James Bond w Moonrakerze albo seryjny morderca z słynnego slasherowego cyklu Piątek trzynastego – w dziesiątej odsłonie swoich przygód.

W Mocnym uderzeniu znaleźć można zdecydowanie więcej fiction niż science. Scenariusz filmu swoją irracjonalnością przyprawia o mdłości, a finałowe ocalenie Ziemi przed kosmiczną zagładą zakrawa na miano kina surrealistycznego. Twórcy wyraźnie kierują fabułę widowiska w stronę najmłodszych widzów – opiekunom pozostawiają jedynie kilka rubasznych i żenujących żartów. Inteligentne poczucie humoru z pierwszej części cyklu ustępuje tu miejsca marnym dowcipom związanym z fekaliami oraz anatomicznymi częściami ciała, a charakterystyczny humor sytuacyjny jest wyraźnie prowokowany i wywoływany na siłę. Choć kilku osobom na sali Multikina wyraźnie przypadły te żarty do gustu, to zupełnie nie wpisują się one w koncepcję filmu, podobnie jak liczne nawiązania do współczesnej popkultury czy ogólnie – kultury ludzkości. Bucky, niczym biblijny Mojżesz, rozdziela przed stadem wody rzeki, w offie produkcji kilkukrotnie słychać kultowy motyw muzyczny z Odysei kosmicznej, a Zdzich w pewnym momencie przypomina Alfreda Einsteina.

Cała produkcja sprawia wrażenie jakby twórcy złożyli ją z osobnych historii, pierwotnie przeznaczonych na autonomiczne filmy krótkometrażowe. Nic nieznacząca impreza z okazji poznania się Mańka i Eli to motyw zupełnie zbędny i niepotrzebny, podobnie jak postacie antagonistów. Najgorszy jest jednak fakt, że twórcy pomijają wątki z poprzednich odsłon serii – Bucky nie walczy już ze swoim odwiecznym wrogiem Rudim, a motyw miłosno-przyjacielki między Brzoskwinką i Lousiem, stanowiący konkluzję jednej z najważniejszych historii w Wędrówce kontynentów, odchodzi w zupełne zapomnienie. Wyraźnie widać, że każdy z trzech scenarzystów (Michael J. Wilson, Michael Berg i Yoni Brenner) miał swoją własną wizję na kolejną przygodę prehistorycznych zwierząt, wskutek czego fabuła Mocnego uderzenia pozostaje skrajnie zróżnicowana.

W najnowszej produkcji studia Dreamworks wszystko podkręcone zostaje do poziomu max – począwszy od skrajnie przejaskrawionych bohaterów (z Buckym na czele), po mało wysublimowany motyw wiewiórki, która tym razem swoją rozpaczliwą pogoń na żołędziem odbywa na pokładzie statku kosmicznego. Poziom niewybrednej brutalności, który towarzyszy jej staraniom, śmiało porównać można do przygód Pocharatki i Zdrapka z Simpsonów. Przez przesadne udziwnienie produkcji (jak sekwencja obrazująca sposób myślenia Bucka), wyraźnie widać brak pomysłu na stworzenia pasjonującego i ciekawego widowiska z kategorii kina drogi.

Twórcy pomijają statyczne postacie Diega i Shiry, skupiając się na najbardziej głupkowatych członkach specyficznego stada. Nadmiar gagów z ich udziałem szybko mierzi, zważywszy, że ich większa część nie powala swoją kreatywnością ani nie prowokuje do głośnych wybuchów śmiechu. Głównym bohaterem piątej części zostaje Bucky, pełniący w filmie rolę lokalnego superbohatera, któremu niestraszna grawitacja, ogień i wyładowania elektrostatyczne. Choć jego postać pojawiła się już w Erze dinozaurów, z miejsca zyskując sympatię odbiorców, to w Mocnym uderzeniu jego szaleństwo jest nazbyt przerysowane i drażniąc. Jego kwintesencję stanowi motyw dyni, którą opiekuje się obłąkana łasica, traktując niczym własne dziecko.

Chronologia ziemskich wydarzeń w Epoce lodowcowej 5 nie ma najmniejszego sensu ani pokrycia z realnym rozwojem świata – oto na jednej płaszczyźnie czasowej spotykają się dinozaury, prehistoryczne zwierzęta pokroju mamuta i wymarła cywilizacja Majów. Możliwe zatem, że w kolejnej części bohaterowie ci uwikłani zostaną w wydarzenia z Biblii. Chociaż niewykluczone, że kolejnej części nie będzie – wszak twórcy zeswatali już wszystkich głównych bohaterów.

Epoka lodowcowa to rodzaj sagi dla najmłodszych, niestety wraz z wzrastającą liczbą w tytule (tym razem 5), słabnie jej jakość oraz kreatywność. Najbardziej cierpi na tym zniesmaczony widz, pamiętający wyrafinowaną, inteligentną i poruszającą "jedynkę".

Moja ocena: 3/10


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.