Nowe Horyzonty: W pionie

W pionie to niełatwe do poskromienia, ale i do uporządkowania kino skrajności narracyjnych. Jego dezynwoltura i niezahamowanie do eksplorowania tematu epoki męskiej, ale i rozciągniętej na cały ludzki gatunek bezradności zaskakująco, utrzymuje film w pionie. Mimo, że ten pokład się wielokrotnie buja.

Nasz główny bohater Leo ma kryzysy twórczy. To scenarzysta, w której głowie więcej lęków o dotrzymanie terminów i uzyskanej zaliczki, niż pomysłów i tekstu. Trafia on w swojej wędrówce w poszukiwaniu natchnienia, na farmę. Tam spotyka prostą kobietę, która go zachwyci tak szybko i impulsywnie, że ani się obejrzy, a zostanie ojcem jej dziecka.

Błyskawiczne i nieprzemyślane decyzje, dyktowane dezorientacją i wyczerpaniem wywiązywania się ze swoich ról społecznych są specjalnością naszego szeregu osobliwości. Pojawia się ojciec córki, który z początku negatywnie nastawiony do zięcia, potem zaczyna wykazywać wobec niego zaskakującą sympatię łączoną z pożądaniem. Mamy Mirande, jego prawdopodobnie doradczynię, czuwającą nad odnową duchową, która w specyficznym zaciszu wysłuchuje problemów scenarzysty. Wreszcie jest nasza główna busola na tym wzburzonym morzu relacji i reakcji – Marie. Pastereczka, oddana tradycji i pewnemu porządkowi sprowokowanemu przez rytuały na wsi, będąca matką dwójki dzieci, niespecjalnie wykazuje instynkt wobec nowo urodzonego synka. Jej decyzja wyjechania i pozostawienia dziecka Leo może dziwić jako mało tradycyjna i zbyt emancypacyjna decyzja, dla dotychczas podporządkowanej kobiety. Z drugiej strony wyznaje ona zasadę, że skoro są samotne matki, to dlaczego nie może być tak w przypadku ojców.

W pionie najlepiej określa słowo „specyficzne” i „niestabilne”, bo i tak skonstruowani są nasi bohaterowie. Ich decyzjami rządzą kompulsje i amok, jak gdyby przestali się mieścić w swoich uniformach życiowych przepełnionymi konwenansami. Niekoniecznie logicznie uciekają, wypadając z toru pewnego automatyzmu, aktualizują się na nowo – bezmyślnie – jak współczesne pokolenie. Z kolejnych krajobrazów gdzie idą za owieczkami na polu, chcą nieudolnie i nieporadnie zamienić się w wilki – chociaż jako samce powinni nimi być od początku. Jednak ktoś w to zwątpił – silne i niezależne kobiety, które od nich odeszły.

Stado się rozpręża, a wątki homoseksualne tylko w sposób sarkastyczny, ironiczny i odważny wprowadzają tezę o tym, jak zaspokajanie potrzeb potrafi otumanić. Te erotyczne konfiguracje są również figurą podbijającą tę ekscentryczną przypowieść o eskapizmie i hedonizmie jako duecie szeregującym cywilizacje. To kino odświeżające, bezczeszczące nasz komfort i nie pozwalające nam być suflerem w tej historii.

Ocena: 7/10