RECENZJA: Rekiny wojny

Todd Phillips trylogią Kac Vegas przyzwyczaił widzów do jazdy bez trzymanki. Rekiny wojny są zdecydowanie bardziej stonowane i wyważone. Jonah Hill ponownie bawi nienagannym luzem, a Bradley Cooper gangsterską pozą. Jednak to Miles Teller ściąga uwagę widza – prawdziwy rekin ekranu.

Rekiny wojny to historia oparta na faktach. Dwoje przyjaciół z liceum wykorzystuje luki w prawie, aby handlować bronią. Wygrywają przetargi, którymi nikt z poważnych „biznesmanów” się nie interesuje i dobijają targu z Pentagonem. Krok po kroku, z małych graczy przeradzają w prawdziwe rekiny biznesu. Choć ich działaniem kieruje przypadek, szczęście i duża doza pomysłowości. Absurdalność sytuacji staje się doskonałym polem dla komediowych zapędów reżysera. Phillips potrafi wyciągnąć humor z beznadziei, głupoty czy dziwnego uśmiechu losu. Wtóruje mu w tym Hill, który podczas całego filmu rozbawia cwaniactwem i manierycznym śmiechem (o dziwo nie drażni wtórność chichotu!).

Ta opowieść przywodzi na myśl film Pan życia i śmierci Andrew Niccol. Na szczęście nie ocenia bohaterów, nie puszy się tematyką wojenną i w dobrym tonie uwypukla mechanizm wojny. Phillips, dzięki swoimi bohaterom, pokazuje, że działania zbrojne będą istniały zawsze, głównie dlatego że napędzają gospodarkę. Efraim (Hill), z żyłką do interesów, jak przystało na Żyda, wyczuwa górę złota i po trupach dąży do celu. Dla niego, jak i Davida (Teller) konflikty zbrojne przestają mieć wymiar walki, śmierci i cierpienia, a stają się prywatną ruletką. Grą o wielkie pieniądze. Z dezynwolturą wkraczają na rynek i osiągają sukces niczym Jordan Belfort z Wilka z Wall Street.

Dzięki ciekawemu scenariuszowi, Todd Phillips prowokuje pytania o imperatywy wojny, ale otacza je aurą buddy movie. To najbardziej dojrzały film w karierze reżysera. Pozbawiony pustego śmiechu, z prawdziwą chemią pomiędzy Telleremi Hillem oraz większym przesłaniem na przyszłość. Rekiny wojny to również poczciwa opowieść o dorastaniu i przeżywaniu najważniejsze lekcji życia o zdobywaniu szczytów i podnoszeniu się po porażce.

Moja ocena: 7/10