RECENZJA: Tłumacz

W atmosferze dusznego romansu i moralnych dylematów rozgrywa się polsko-włoska produkcja Tłumacz. Akcja zatopiona z dala od wielkomiejskiego hałasu, skupia się na losach jednostek – ich wyborach i pragnieniach oraz balansowaniu na granicy dobra i zła. Massimo Natale opiera swój film na kontrastach, łączy dwa skrajne światy i ze zderzenia odmienności wyciąga odwieczną prawdą o poszukiwaniu spełnienia i miłości.

Adrei (Kamil Kula) jest niezwykle zdolnym studentem z Rumunii, który jest na wymianie we Włoszech. Profesorowie go chwalą, doskonale radzi sobie z tłumaczeniem poezji, ale życie na emigracji nie jest usłane różami. Chłopak chwyta się każdej możliwej pracy, aby zarobić na swoje utrzymanie oraz odłożyć trochę pieniędzy i sprowadzić do siebie ukochaną. Pracuje w restauracji, robi tłumaczenia dla policji, która śledzi i podsłuchuje zagranicznych przestępców oraz rozpoczyna tłumaczenia pamiętnika niedawno zmarłego mężczyzny dla jego żony. Anna (Claudia Gerini) należy do bogatych kobiet. Całe życie poświęca sztuce, prowadzi galerię i wydaje się kobietą sukcesu. Adrei stanie przed dylematem, czy Anna powinna znać prawdę zawartą w notatkach męża.

Tłumacz niesie w sobie mrok. W zazwyczaj tętniącej życiem Italii brakuje słońca i radości. Natale pokazuje zdesperowanych ludzi, którzy dokonują egoistycznych wyborów. Policjantka pragnie awansu i sukcesu w aresztowaniu rumuńskich przemytników, nawet jeśli nie ma pewności, czy obserwowany mężczyzna naprawdę popełnił przestępstwo. Anna chce usłyszeń prawdę, ale jednocześnie pozostać w szczęśliwej bańce mydlanej. A Adrei zdecydowanie dąży do tego, aby żyć „tu i teraz”. Bohaterowie wyjątkowo twardo stąpają po ziemi, a namiętność jest chwilowym oderwaniem od szarości dnia codziennego.

Kamil Kula debiutuje w głównej roli i robi to w wyważony i subtelny sposób. Młody człowiek, który staje między prawdą a fałszem, kłamstwem a raniącą prawdą odmalowuje wszelkie wątpliwości w powściągliwym graniu. Między nim a Gerini istnieje chemia, co pozwala uwierzyć w niesamowite przyciąganie. Mimo wszystko Tłumacz tonie w braku precyzji i nadmiarze poruszanych kwestii, które nie odnajdują właściwego wybrzmienia.

Uczuciowy trójkąt, trudność wiązania końca z końcem, ambicje artystyczne i kryzys emigracyjny Europy (choć w mniejszym stopniu, to jednak wyraźnie zaznaczony) tworzą zbitkę, w której zabrakło charyzmy i siły opowiadania. Zabrakło włoskiego temperamentu w tej poprawnej opowieści o dorastaniu i egoistycznym podejściu do własnych potrzeb. Natale zabrakło siły wewnętrznego konfliktu, który pociągnąłby za sobą lawinę emocjonalnego przywiązania.

Moja ocena: 5,5/10