RECENZJA: Pan Idealny

Morderstwo jest złe – mówi Pan Idealny (Sam Rockwell) i zabija swojego zleceniodawcę. Pokrętna logika prowadzi do wykształcenia niezwykle prostego kodeksu moralnego – należy likwidować tych, dla których zabójstwo na zlecenie jest rozwiązaniem problemów. Czerwony nosek klowna na twarzy i wariat z rozbieganymi oczami próbuje zaprowadzić porządek na świecie. Paco Cabezas uruchamia całą machinę absurdu i trudnego śmiechu, aby opowiedzieć o mafii, braterskich porachunkach, ale przede wszystkim o miłości perfekcyjnej między dwójką wariatów.

Szalona Martha (Anna Kendrick) ewidentnie ma problem z emocjonalnym rozchwianiem i stałością w podejmowaniu decyzji. Po rozstaniu z kolejnym mężczyzną rozpoczyna nieco żałosną wędrówkę po kręgach rozpaczy i wyparcia, by ostatecznie przez przypadek wpaść na uroczego faceta w kolorowej koszuli. Wspólnie spędzony dzień, długie rozmowy i ogrom śmiechu zbliża ich do siebie. Miłość od pierwszego wejrzenia sprawia, że dziewczyna jest gotowa na wszystko, by w końcu być szczęśliwą.

Pan Idealny przywodzi na myśli szaleństwo choroby dwubiegunowej, której przebieg jest nierówny i pełen zaskoczeń – od wzlotów do upadków. Choć film genialnie żongluje czarnym humorem i wyciska śmiech jak cytrynę, to po lepszych sekwencjach przychodzi czas na nieco gorsze. A fabularny koncept, mimo oryginalności, i tak odnajduje się w kliszach –szaleńcy kontra świat, kompleks lepszego starszego brata i mało rozgarnięta mafia. Cabezas próbuje przełamać oczekiwania widza, a połączenie komedii romantycznej z kinem kryminalnym, intrygi ze słodkim rozkwitem miłości wypada niezwykle interesująco.

Duet Rockwell Kendrick sprawdza się w szalonym rozedrganiu i przerysowanej formie. To oni stanowią serce całego projektu, wcielając się w ludzi oderwanych od rzeczywistości. Kendrick wyjątkowo do twarzy z wariactwem. Śmieje się, szlocha, zawodzi i krzyczy, stając się emocjonalną huśtawką. Niewiele różni się od pokrętnego świata Pana Idealnego. Gdyby tego było mało, na scenę wkracza powiew przeszłości w postaci Hoppera (Tim Roth), byłego szefa seryjnego zabójcy. Roth odkleja od siebie twarz wyważonego elegancika i ze śmiesznym akcentem próbuje odzyskać podwładnego.

Cabezas strzela do widzów absurdalnymi sytuacjami, zwariowanymi minami i nietypowymi rozwiązaniami, dzięki czemu Pan Idealny jest świeżą komediową propozycją. Trup ściele się gęsto niczym w filmowym marzeniu Tarantino , bohaterowie mają pokręcone osobowości jak u Marjane Satrapi (Głosy), a wszystko jest owiane romantyczną aurą niczym z Jestem na tak. Filmowa przygoda w oparach nonsensu.

Moja ocena: 7/10