RECENZJA: Destrukcja

Alfred Hitchcock wyznawał zasadę, że film należy rozpocząć od trzęsienia ziemi, a potem napięcie ma rosnąć. Jean-Marc Vallée postanowił się do niej zastosować, ale nie uniósł na swych barkach tematu destrukcyjnego radzenia sobie ze stratą. Davisowi (Jake Gyllenhaal) ginie żona, teść nieustannie naciska na oddanie jej hołdu i stworzenie fundacji, a on uparcie nie czuje żalu, tylko ulgę.

Destrukcja niesie w sobie klimat American Psycho i Ona. Szaleństwo połączono z nostalgią i dojrzewaniem do życia według własnych ideałów. Davis doskonale wpasował się w rolę męża z korporacji, który utrzymuje piękny dom na prowincji. Dusi się w ciasno związanym krawacie, a śmierć żony staje się bodźcem do chaotycznego i niezaplanowanego działania. Lata narastającej frustracji znajdują ujście w rozbieraniu rzeczy na mniejsze elementy. Rozkręcona lodówka to tylko preludium do dekompozycji całego domu.

Mężczyzna przemeblowuje swoje życie, ale jego zachowanie nie do końca jest wiarygodne. W tą postać można uwierzyć tylko za sprawą fenomenalnego Gyllenhaala. Aktor ratuje niedostatki scenariusza, miną nadgania charakterologiczne luki. Jednak nie jest w stanie sam poradzić sobie z opowieścią, która z mrocznego thrillera przeradza się w film o odkrywaniu własnej tożsamości.

Davis zostaje zestawiony z buntowniczym nastolatkiem. Chris (Judah Lewis) maluje paznokcie na czarno, nie chodzi do szkoły i gra na perkusji. Miedzy nimi rodzi się szorstka przyjaźń, która obojgu przynosi korzyści. Obok nich funkcjonuje jeszcze Karen (Naomi Watts), która kształtuje się na wzór wymarzonej kobiet rodem z Ona Spike Jonze. Jej głos pociąga Davisa, staje się oparciem w sytuacji, której sam nie potrafi zrozumieć.

Destrukcja mogła być ciekawą opowieścią o radzeniu sobie ze stratą, żalem i żałobą. Tak się jednak nie stało przez efektowne zagrania i skrótowe rozwiązania. Vallée zamiast skłaniać do refleksji, nuży. Zniszczenie ma być drogą do oczyszenia. Na gruzach przeszłości ma powstać nowa rzeczywistość. Ale czy tak będzie?

Moja ocena: 6/10