RECENZJA: Ostatnia rodzina

Ostatnia rodzina to film, który się z nami zaprzyjaźnia. Roztacza trudną, ale rodzinną atmosferę. Przyciąga charyzmą swoich bohaterów. Sprawia, że czujemy się komfortowo, aby ostatecznie wymierzyć bolesny cios w najczulsze miejsce. Jan P. Matuszyński nie pokazuje wielkiego artysty, ale człowieka, tworzącego we współistnieniu ze swoją pokrętną rodziną. To nie jest portret geniusza z uwzniośloną atmosferą, a dramat rodzinny, z nutą komedii, naznaczony bólem i śmiercią.

Fabularny debiut Matuszyńskiego nie jest budowaniem pomnika artyście. Nie skupia się na procesie tworzenia obrazów, ale z dokładnością wnika w organizm, jakim jest rodzina. Z dokumentalnym zacięciem przygląda się relacjom między ludźmi zamieszkującymi małe pokoje na Służewcu. Zdzisław Beksiński (Andrzej Seweryn) łapany jest gdzieś pomiędzy pracą, w kontaktach z synem czy żoną, kontemplując posiłki i „nawilżając” się piwem. Reżyser pokazuje jego poglądy na życie, na tworzenie i odbieranie rzeczywistości. Skupia się na charyzmie bohatera, który również staje się narratorem opowieści, chwytając za kamerę. Pokazuje on siebie i członków swojej rodziny, dokumentując kłótnie, jak i chwile radości.

Ostatnia rodzina ustawia swoją optykę na burzliwą relację ojca z synem. Zbigniew fascynuje się śmiercią, jego obrazy przepełnione są mrokiem, ale to Tomasz (Dawid Ogrodnik) nosi w sobie „zaduszkowy okres psychiczny”. Zafascynowany ojcem, a jednocześnie zdystansowany do niego ma problem z odnalezieniem miejsca w życiu. Ogrodnik z dużą atencją wygrywa różne stany Beksińskiego od muzycznego entuzjazmu przez depresyjne otchłanie. Nie wpada przy tym w karykaturalne udręczenie. Duże wrażenie robi stonowana scena, podczas której rozmawia z matką (Aleksandra Konieczna). Oboje siedzą przy stole i w dość niezdarny sposób próbują zrozumieć istotę problemu. Zofia usiłuje pokazać synowi pozytywne aspekty życia i uwypukla fakt, że nikt nie obiecywał samych przyjemności egzystencji. Uderza matczyna nieporadność, synowskie zagubienie i desperacja oraz ojcowska bezradność.

Film Matuszyńskiego składa się z samym rodzajowych perełek. Dialogi są soczyste, pełne ironicznych komentarzy i ciętych ripost. Pokazana zostaje przemiana rodziny i jej jedność przez kolejne lata (film opowiada o czasach od 1977 do 2005 roku), a całość spina ciekawa klamra narracyjna. Ostatnia rodzina jest filmem o artyście bez artystycznego zadęcia i wielkich ambicji tworzenia portretu mistrza. Kameralny dramat naznaczony śmiercią staje się popisem stonowanych aktorskich kreacji osadzonych w mądrym scenariuszu. W rodzinie tkwi siła, jak i przekleństwo niezrozumienia. Wsparci i miłość oraz zadawanie bólu. Reżyser zgrabnie odmalowuje wszelkie barwy życia.

Moja ocena: 8/10