RECENZJA DVD: Wszystko zostanie w rodzinie

Nie ukrywam, że znacząco różnię się od większości moich rówieśników. Nie interesują mnie balangi do białego rana, chlanie i ćpanie też zbytnio mnie nie kręci. Nie czuję się dobrze w takich sytuacjach i tylko psuję nastrój innym, więc to chyba lepiej, że trzymam się na uboczu.

Chcę to zaznaczyć, bo kultura popularna bardzo lubi kreować wizerunek młodzieży, której serca biją w rytm klubowych hulanek, a ukochany alkohol z powodzeniem zastępuje inne formy gaszenia pragnienia. To na podstawie takie wyobrażenie młodych ludzi XXI wieku, formułowane były hitowe komedie, takie jak Projekt X, Sąsiedzi czy słynne American Pie. Nie dziwota, że powstało mnóstwo podróbek.

Jedną z nich było Wszystko zostanie w rodzinie 1/2. Francuska komedia z 2014 roku podchodziła jednak do tematu z pewnym smakiem. Stawiała głównego bohatera w pewnej sytuacji, z którą ten próbował sobie poradzić – mianowicie, nasz protagonista ma zająć się synem swojego szefa, a tu koledzy robią mu imprezę niespodziankę. Według opinii wielu osób, film był bardzo przyjemny, a skoro ci sami twórcy pracowali przy dwójce, można było oczekiwać czegoś dobrego, prawda?

Cóż, to chyba dobrze, że nie miałem żadnych oczekiwań, bo w przeciwnym razie dość ostro bym się rozczarował.

Powinienem zachować, chociaż jakieś strzępy rzetelności. Powinienem stanąć na wysokości zadania i postarać się być jak najbardziej szczery w stosunku do tego filmu. Znaleźć rzeczy dobre, znaleźć rzeczy złe. Idealna równowaga. Ale nie potrafię, bo Wszystko zostanie w rodzinie to jeden z najgorszych filmów, jakie w tym roku miałem nieprzyjemność obejrzeć.

Już początek zaczyna się bardzo źle – postaci są wyjątkowo odpychające, ze swoim egoizmem i nadmierną bezpośredniością. Ale to dopiero czubek góry lodowej, bo twórcy zaczynają zalewać widza falą żartów, których poziom utkwił gdzieś na dnie Rowu Mariańskiego.

Fabuła w tym filmie powraca do postaci, które mogliście polubić w pierwszym filmie. Głównym bohaterem jest Franck, który razem ze swoją narzeczoną Sofią i resztą paczki jadą do luksusowego kurortu w Brazylii, należącego do ojca Sofii. Franck ma jednak ukryte zamiary – pragnie oświadczyć się swojej ukochanej. Najpierw musi zrobić dobre wrażenie na jej ojcu. A zważywszy na fakt, że powracają kumple naszego głównego bohatera, którzy przysporzyli mu masę problemów w pierwszym filmie, możemy bezpiecznie założyć, że może mu się nie udać…

Wszystko zostanie w rodzinie przyjmuje kierunek komedii Found Footage. Jest to technika, która jest najbardziej widoczna w horrorach – chodzi o sekwencje nagrane przez samych bohaterów filmu na jakiejś kamerze, lub innym nośniku video. I co tu dużo mówić, jest to technika uznawana przez wiele osób za nowotwór drążący branżę horrorów. Więc pozwolenie by pojawiła się w innym gatunku, to trochę tak, jakby pozwolić nowotworowi mózgu, przejść do płuc. Ale zbaczam z tematu.

Twórcy podchodzą do wykorzystania Found Footage w ciekawy sposób. Najpierw starają się nakreślić sytuację, pokazując nam po prostu co się dzieje. Później dochodzi do zaginięcia głównych bohaterów i przechodzimy do nagrań Found Footage, które oglądamy razem z postaciami drugoplanowymi. Zachowana jest więc pewna spójność w opowiadaniu historii, bez zbędnego przeskakiwania pomiędzy zupełnie różnymi stylami filmowymi. Jednakże to jedyny komplement, jaki mogę udzielić filmowi.

Żarty, jak już wspominałem, są kompletnie wymuszone. Większość z nich lawiruje wokół seksu, alkoholu, imprez i ćpania. Zdarzają się też formy trochę ciemniejszego humoru, ale te są szczególnie żałosne. Dla przykładu – podczas eksplorowania jaskiń, jeden z bohaterów upuszcza większy kamień na głowę przewodnika. Prześmieszne, nieprawdaż?

Jedyne elementy, które w jakimś stopniu potrafią rozbawić to babcia Sofii, która pluje w twarz wszystkim archetypom starszych babć. Choć jest stara i krucha, tak naprawdę chce się dobrze bawić, a ma też cięty język szczególnie wyżywając się na jednym z bohaterów o ciemniejszej karnacji. No i sceny z leniwcem były urocze, ale tak poza tym? Dno i metr mułu.

Inny problem jest taki, że wszystkie postaci w filmie są po prostu odrażające. Podczas filmu, na jaw wychodzi mnóstwo sekretów, dzięki którym zaczyna się tracić dobre zdanie o poszczególnych osobach. W końcowym rozrachunku każdy w jakimś stopniu krzywdzi kogoś innego. I tak nakręca się spirala konfliktu i nienawiści… Aż tu nagle nadchodzi finał filmu i wszystkie napięcia znikają jak ręką odjął. A żeby było gorzej, morał filmu polega na odrzuceniu pacyfizmu, na rzecz bycia agresywnym bucem by zaimponować kobiecie. Po prostu Wow.

Będę z wami szczery – nie potrafię polecić tego filmu. Nie życzę nikomu by musiał kiedykolwiek to coś oglądać. Nawet najgorszemu wrogowi. Może i ma kilka nawet ciekawych pomysłów, a i raz na godzinę można się uśmiechnąć. Ale to za mało. Szczególnie jak na komedię, która rzekomo, rozbawiła do łez miliony europejczyków.

3/10


Jakub Kucharski
Bloger amator. Miłośnik kinematografii, wielki fan Christophera Nolana, maniak Toma i Jerry'ego. W wolnych chwilach słucham Rocka lub muzyki Indie, oglądam jakiś film, lub gram ze znajomymi. Uwielbiam zbierać mało znane ciekawostki o pewnych filmach i wyłapywać smaczki w poszczególnych produkcjach...