RECENZJA DVD: Pięćdziesiąt twarzy Blacka

fot. materiały prasowe

Pięćdziesiąt twarzy Greya to absolutny fenomen współczesnego świata. Ekranizacja bestsellerowej powieści przez większość widzów jest wyszydzana i mieszana z błotem. Przed oczami mam jednak grubego producenta, który łzy śmiechu przeciera studolarówkami. Film wyreżyserowany przez Sam Taylor-Johnson to kasowy hit, który popularnością prześciga niejedną hollywoodzką superprodukcję. I to właśnie z niej postanowili skorzystać twórcy filmu Pięćdziesiąt twarzy Blacka, który jest parodią historii Christiana Greya i Anastasii Steele.

Głównymi bohaterami parodii są Christian Black (Marlon Wayans) i Hannah Steal (Kali Hawk). Fabuła w dużej mierze trzyma się pierwowzoru i pokazuje nad historię doskonale znaną fanom Pięćdziesięciu twarzy Greya. Pan Black podpisuje z kobietą umowę, na mocy której wejdą oni w świat perwersyjnych tortur i gorącego romansu.

Twórcy parodii mieli znakomitą okazję do stworzenia filmu, który zaoferuje widzowi bezkompromisowe podejście do tematu i całkowicie wyśmieje ekranizację. W filmie zdarzają się momenty – kolokwialnie pisząc – beki. Ludzie odpowiedzialni za film śmieją się z większości głupstw, które można zobaczyć w przygodach Greya i Steele. Oczywiście najbardziej dostaje się samym seksualnym torturom, które w wielu przypadkach są pomysłowe. Jasne, zdarzają się totalne suchary jak rozbijanie krzeseł o kobiecy pośladek, ale są też trochę bardziej wymyślne. I tutaj na myśl przychodzi od razu czytanie powieści napisanej przez E.L. James. Paradoksalnie – proste, ale z pomysłem.

Plusem filmu wyreżyserowanego przez Michaela Tiddesa jest to, że nie jest on parodią wielu filmów i nie robi swego rodzaju galerii hitów ostatnich miesięcy. Głównym tematem do wyśmiania jest Pięćdziesiąt twarzy Greya i tego też się trzyma reżyser. Można więc napisać, że jest to wiernie odwzorowana parodia. Jasne, zdarzają się sceny znane z innych filmów – chociażby striptiz z Magic Mike – ale jest ich naprawdę niewiele.

Na ekranie nie brak masy wykupów, a aktorzy raczej dobrze się bawią. Dla fanów współczesnego kina parodystycznego, Pięćdziesiąt twarzy Blacka powinnien być niezłą rozrywką. Dla mnie? Ja osobiście nie przepadam za tego typu filmami, jednak stosunkowo krótki czas i kolejna możliwość pośmiania się z Greya, sprawiły że bez problemu obejrzałem cały film.

Samo wydanie DVD przygotowane przez Kino Świat, to jest ono standardem, jeśli chodzi o nasz rynek. Na płycie znajdziemy dodatki w postaci zwiastunów przyszłych premier (między innymi Planeta Singli).


Gracjan Mikitin
Redaktor Naczelny FDB. Od czasu do czasu, lubię obejrzeć sobie jakiś film :)