RECENZJA: Prosta historia o morderstwie

Transfery aktorskie do reżyserii często kończą się wypożyczeniem, a nie stałymi zmianami barw klubowych… na korzyść dla kina. Jednak u niektórych zapalenie potrzeby bycia po tej drugiej stronie i chroniczne niezaspokojenie artystyczne destyluje w odważne i poważne kino. Prosta historia o morderstwie jest trudną historią o cynicznej twarzy naszej mentalności – szczególnie tej polskiej. Bo wszyscy Polacy to jedna gadzina – chciałoby się rzec.

Podążamy za młodym i ambitnym Jackiem, który właśnie zdaje do Akademii Policyjnej. Generalnie sielanka, widokówki z pikników rodzinnych i na dodatek ślubuje przed własnym ojcem, gdyż to swoista tradycja rodzinna. Czas przyspiesza (Jakubik kiereszuje porządek czasu jak może), widzimy naszego bohatera po szkole, który wraca na patrolowanie ze swoim ojcem. Metodą małych kroczków wstępujemy na rozgrzane do czerwoności polskie grzechy główne. Wieloletni uznany policjant za drzwiami domu (a nawet nie zawsze potrzebuje się tam schować) bije żonę i nadużywa alkoholu. Wszyscy jednak przymykają oko, bo jesteśmy w Polsce, a tu od miłości bardziej ślepe są tyle układy.

Jakubik nie ogranicza się, w swojej chwilami chaotycznej i roztrojonego narracji, do wystukania nastrojowego i gęstego kryminału, a pojawiające się morderstwo jest pewną kumulacją i pretekstem. Mocno zżywa się z bezpośredniością w konstruowaniu swojego świata i ze Smarzowską inteligencją oraz złością pokazuje „Polską mordę”. Przekłada na swój jednak bardziej oniryczny język dreszczowca sakramentalne słowa PRL-u: Ja mam coś na ciebie, ty masz coś na mnie.

Thriller z Prostej Historii o Morderstwie nie jest umowny, nie można się do niego zdystansować, a reżyserowi udaje się wywołać wrażenie sąsiadowania z historią. Jest ogromne prawdopodobieństwo, że każdemu przedstawicielowi pewnego pokolenia meblościanka trzęsła się od krzyków w mieszkaniu albo pokoju obok. Oczywiście, można trochę nie wyrażać zgody na kryształową postać graną przez Filipa Pławiaka, ale więcej w jego bohaterze z zatroskanego, współuzależnionego dzieciaka, niż polskiego Jamesa Bonda. Tutaj nic nie zgrzyta w konstruowaniu okrutnej pułapki zastawionej w afekcie przez poprzednie pokolenia na następne, bez świadomości przekleństwa jakie niesie ze sobą czasami instytucja rodziny.

Reżyserowi udaje się nie stracić z pola widzenia chropowatego realizmu, który naprawdę obchodzi się boleśnie ze swoimi bohaterami. Nie robi tego też dla efektu, a wymienia powody dlaczego skrzydła naszego orzełka w godle są złamane – uzależnienia, układy, patriarchat, gnuśność, cwaniactwo, kolesiostwo, kompleks mniejszości wobec wszystkiego i wszystkich. Arkadiusz Jakubik nie traktuje żadnych problemów dygresyjnie, a rozcieńczanie historii humorem woli zamienić na zagęszczanie cierpką prawdą.

Prosta historia o morderstwie nie jest zrobiona nad wyraz skomplikowanie, ale uwaga jaką poświęca reżyser i konsekwencja wobec pewnych pijących nas tematów, jest rozegrana brawurowo. Prosta historia, to żadna histeria, a gula w gardle każdego z nas.

Ocena: 7,5/10