TIFF 2016: Denial

Holocaustu nie było. Hitler nie wydał rozkazu eksterminacji Żydów, a komory gazowe nie były zbudowane w celu popełnienia masowego morderstwa. David Irving (Thimothy Spall) otwarcie sprzeciwia się przyjętym przez wszystkim faktom historycznym, kwestionuje badania naukowców i wypowiada prywatną wojnę Deborze Lipstadt (Rachel Weisz), która od wielu lat zajmuje się tematem Holokaustu i badaniem społecznej świadomości o wydarzeniach z czasów II wojny światowej.

Mick Jackson wykorzystuje prawdziwe wydarzenia, by skonstruować solidny dramat sądowy. Jednak Denial wykracza poza ramy obranego kontekstu i bezpretensjonalnie podnosi temat prawdy i kłamstwa, prywatnych przekonań i nieumiejętnosci kwestionowania powszechnie akceptowanych faktów. Spór pomiędzy Irvingiem a Lipstadt przestaje być personalną wendetą, a zyskuje szerszy wymiar walki o sprawiedliwość dla ofiar reżimu Hitlera. Festiwal słownych utarczek i popis ogromnego ego staje się rozgrywką na argumenty i strategię.

Denial skupia się na zespole prawników i historyków, którzy angażują się w obronę amerykańskiej historyczki. Opracowanie planu działania, jak zdeprecjonować przeciwnika napędza całą akcję. Widzimy dynamikę zespołu, rożne pomysły na rozwiązania i podejścia do rzeczywistości. Zachwyca Tom Wilkinson, grający prawnika, który pije czerwone wino, uczy się niemieckiego i bez emocji przechadza się po Auschwitz. Jackson przyjmuje taktykę małych kroczków i z dużą ostrożnością pokazuje efekty pracy badaczy. Film opiera się na małych zaskoczeniach i silnych argumentach, którym daleko do hollywodzkiego patosu. Nie uświadczymy poetyckich przemów z barwnymi słowami, choć rasizm, antysemityzmu i nacjonalizm będą odmieniane przez wszystkie przypadki.

Reżyser Bodyguarda nie zamyka się tylko w przestrzeni sali sądowej. Kamera pokazuje zatłoczone amerykańskie ulice, brytyjskie domki, krakowski rynek i obóz w Auschwitz. Weisz i Wilkinson sączą polską wódkę „Czerwony orzeł” i rozmawiają o emocjonalnym przeżywaniu przeszłości. Denial nie staje się tanią sensacją, melodramatem czy rozkrzyczaną batalią. To kino słowa i intelektualnej potyczki, gdzie największa wartość tkwi w umiejętnym gospodarowaniu czasem i ekranową dramaturgią. Zaprzeczenie nie sprawi, że obiektywne fakty przestaną istnieć, a prawda będzie mniej bolesna. Reżyser opiera się na prostych rozwiązaniach, dzięki czemu wciąga i intryguje.

Ocena: 7/10