Splat!FilmFest: Invitation (Zaproszenie)

Skromne, lecz ambitne thrillery rozgrywające się najczęściej na minimalistycznym obszarze, w małej grupie, powinny intrygować, wstrząsać, a ponadto utrzymywać permanentną atmosferę zagrożenia i tajemnicy. Na szczęście wiedziała o tym reżyserka Zaproszenia, Karyn Kusama – jej film to intrygujące kino psychologiczne, w którym twist fabularny stanowi intensywną formę wstrząsania odbiorcą.

Zaproszenie to oszczędne kino penetrujące mroczną głębię psychiki ukazanych postaci oraz ich wzajemną przeszłość, bazujące ponadto na regularnych zwrotach akcji, wprowadzających widza w zakłopotanie i zagubienie. Choć film nie opiera się wyłącznie na motywie zmiany frontów w trakcie wyciągania coraz to nowych trupów z szafy, to atmosfera przy kieliszku wykwintnego wina staje się niesłychanie napięta i uciążliwa. Spotkanie po latach grupy przyjaciół ma inne podłoże, niż tylko odświeżenie biografii – tak przynajmniej wydaje się głównemu bohaterowi, Willowi (Logan Marshall-Green), będącemu jednym z najsympatyczniejszych ekranowych sceptyków.

Na tym polega geniusz reżyserski Karyn Kusama – kobieta kreśli postać protagonisty jako mężczyzny walczącego z demonami przeszłości, nieumiejętnie radzącemu sobie z narastającą w nim desperacją. Dzięki temu widz nie wie, czy napięta atmosfera panująca w salonie bogatego domostwa faktycznie kryje za sobą niebezpieczną tajemnicę, czy to Will popada w obsesyjną manię prześladowczą, miotając się po kolejnych pomieszczeniach i szukając dowodów na poparcie swojej paranoicznej teorii.

W filmie dominuje dołujący nastrój, który z jednej strony sprowokowany zostaje depresyjnymi wspomnieniami z przeszłości, a z drugiej wywołuje go tajemnica związana ze spotkaniem przyjaciół. Budowaniu mrocznej atmosfery pomagają zdjęcia Bobby'ego Shore'a – operator skupia się na podkreśleniu czerni i czerwieni w półmrocznych pokojach ogromnego domostwa.

Od strony technicznej dobrze wypada staranne nakreślenie bohaterów Zaproszenia. Scenarzyści umiejętnie operują sprawdzonymi typami ludzkiej osobowości, a każdy z aktorów otrzymuje odpowiedni czas na ekranie, by wystarczająco rozbudować swoją postać. W ostatecznym rozrachunku żaden z bohaterów nie pozostaje widzom obojętny, a mimo zbyt ekspresyjnej kreacji szalonej Sadie (Lindsay Burdge) i przerysowanej relacji homoseksualnej Tommy’ego (Mike Doyle) i Miguela (Jordi Vilasuso) każdą osobę ogląda się nad wyraz dobrze.

Mimo rozczarowującego zakończenia, Zaproszenie to solidny thriller psychologiczny, miażdżący widza swoją pesymistyczną atmosferą. Po seansie strach spotkać się ze starymi znajomymi – co, jeśli wygrzebią trupa z szafy?

Moja ocena: 6/10


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.