Splat!FilmFest: Cat Sick Blues [+18]

Cat Sick Blues przesuwa granicę ekranowej ekstremy, prześcigając Ludzką stonogę i Serbski film. To brutalna psychologicznie i cieleśnie historia o fetyszyście kotów, skąpana w psychodelicznym i onirycznym klimacie najbardziej perwersyjnych snów Davida Lyncha.

Dave Jackson podkręca definicję filmów dla dorosłych do niebezpiecznie wysokiego poziomu. Cat Sick Blues ocieka gęstą posoką w wyjątkowo drastycznych scenach gore, a seksualny aspekt całej historii (z kolczatym dildo symulującym kociego fallusa na czele) uderza w najbardziej szokującą i dywersyjną stronę erotyki, jaką kiedykolwiek uchwycono na dużym ekranie. Całość, przesiąknięta najczarniejszą odmianą poczucia humoru, doprowadza do intrygujących rejonów absurdu – widz boi się zaśmiać, by nie wyjść na groźnego psychopatę. Problem w tym, że nagromadzenie szoku, jakie napiera na odbiorcę w trakcie seansu udaje się odeprzeć jedynie nerwowym chichotem.

Cat Sick Blues ukazuje poważną historię niebezpiecznego psychopaty zabijającego kobiety , co ma związek ze śmiercią jego ukochanego kota. Film szybko staje się socjopatyczną komedią, bazującą na zaskoczeniu odbiorcy niekonwencjonalnością i absurdalnymi zwrotami akcji. Twórca igra z widzem, stawiając slapstic i humor przypadkowych zdarzeń ramię w ramię z drastycznymi scenami gwałtów oraz morderstw. Kreskówkowo przerysowany seryjny morderca bawi swoim strojem i zachowaniem nawet podczas kolejnych zbrodni, a oniryczne wizje podkreślają tylko surrealistyczny wydźwięk całej produkcji. Śmiech cierpnie w gardle, a samemu widzowi robi się wstyd, że przed chwilą wybuchnął niepohamowanym chichotem.

Esencję Cat Sick Blues stanowi satyra na miłośników zwierząt, którzy nie potrafią otrząsnąć się po utracie pupili. Jej przerysowany aspekt doprowadza postać mordercy do stanu, w którym wydaje mu się, że sam jest kotem. Widz obserwuje zatem dorosłego mężczyznę naśladującego ruchy swojego milusińskiego – pod tak komicznym kryje się jednak prawdziwa strona produkcji, skąpana krwią i ochlapana fekaliami. Sceny gore osiągają tu rekordowo czerwony poziom, a Dave Jackson igra z widzem, przekonując, że kolejne morderstwo popełnione zostało w offie, by następnie ukazać je w przeraźliwej, realistycznej dosłowności.

Wbrew irracjonalnej fabule, przywodzącej na myśl creepy pastę z najgłębszych otchłani darkwebu, Cat Sick Blues jest znakomicie dopracowany technicznie. Kompozycja kadrów przywodzi na myśl perfekcję charakterystyczną dla twórców pokroju Wesa Andersona. Jej symetria czy odpowiednie natężenie barw podkreślają psychodeliczny wydźwięk filmu. Również muzyka, za którą odpowiedzialny jest Matthew Revert, dosadnie kieruje film w ramy koszmarnych majaków sennych.

Film Dave’a Jacksona, powstały z dobrowolnych wpłat na Kickstarterze, ma możliwość przejścia do historii, jako produkcja dla socjopatów. W swojej szalonej konwencji wypada jednak perfekcyjnie, za co trzeba oddać mu szacunek.

Moja ocena: 5/10


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.