TIFF 2016: Jackie

“Nie chciałam być sławna, zostałam Kennedy” podsumowuje Jackie, rozprawiając się ze swoim bólem, złością i strachem przed przyszłością po stracie męża. Pablo Larraín przedstawia portret kobiety, która zachwyca delikatnością i zdecydowaniem, taktem i tupetem, odwagą i bezkompromisowością. Ikona lat 60. Nieprzerwanie podtrzymywała mit rodziny Kennedych, kreowała wizerunek swój, jak i męża, inspirując miliony Amerykanów. Chilijski reżyser spogląda na nią tuż po wydarzeniach z Dallas, obierając wywiad z dziennikarzem „Life” za ramy narracyjne.

Larrain nie traci swojej indywidualności w hollywoodzkim świecie. Zachwyca ziarnistością obrazu, zbliżeniami i subtelnością podejścia do swojej bohaterki. Jackie (genialna Natalie Portman) w społecznej świadomości funkcjonuje jako symbol klasy i elegancji, nieśmiałej kobiecości. Tu siedzi na kanapie, pali papierosa za papierosem i rozgrywa intelektualną potyczkę z dziennikarzem. Jest pewna siebie, ironiczna i momentami kąśliwa. To ona rozdaje karty i ma władzę.

Jackie jest nie tylko portretem kobiety, ale podejmuje temat władzy i teatru rozgrywajacego się w Białym Domu. W obliczu śmierci prezydenta, ludzie pogrążeni w wielkim żalu nie zapominają o własnym ego. Wystawny pogrzeb przygotowany pod publiczkę, kreowanie monumentalnych słów i wydarzeń stają się odzwierciedleniem potrzeb osamotnionej żony, która chce utrzymać wizerunek idealnej rodziny. Smutna próżność i pragnienie osiągnieć zostaje skwitowane przez Roberta Kennedy (Peter Sarsgaard), który mówi w jednej ze scen, że „poprzedni rządzący mieli na koncie wielkie osiągnięcia. My jesteśmy tylko ładni”.

Reżyser El Club nie unika zbliżeń, spojrzeń w lustra czy łączenia rożnych wizerunków Jackie. Kontrastuje ja publiczne z prywatnym. Choć mógłby uznać zachowanie Jackie za cyniczne, podkreśla jej zaradności i przenikliwość. Duża w tym zasługa Natalie Portman, która potrafi wygrać niuanse osobowości. Łączy ze sobą przeciwności i ze skupieniem pokazuje mieszankę emocji. To jest zdecydowanie jej film. Dużym zaskoczeniem okazuje się Greta Gerwig. Ubrana w dopasowany kostium pozbywa się swojej nadekspresji i histerycznego rozchwiania.

Biograficzne opowiadanie często popada w skrajności. Filmowcy zazwyczaj wystawiają marmurowe posągi, związani ze swoimi bohaterami zatracają umiejetność trzeźwego osądu. Larrain panuje nad sytuacją i postaciami, wędruje pomiędzy różnymi wydarzeniami. Z małych elementów składa piękny obraz silnej kobiety.

Ocena: 8/10