Splat!FilmFest: Landmine Goes Click

Thriller to kino permanentnego napięcia i rażącego szoku. Epatujące przemocą, lecz dalekie od brutalnej ekstremy gore. Pobudzające emocje odbiorcy poprzez realistyczne postacie, ich interakcje i decyzje, a ponad wszystko igra z odczuciami widza dzięki niewygodnym pytaniom celującym w kręgosłup moralny oglądającego. Na szczęście Landmine Goes Click spełnia każdy z tych wyznaczników.

Choć pierwsze piętnaście minut filmu kreuje się jako drugorzędny dreszczowiec kina klasy B o grupie młodych, którzy wybrali się do lasu, to jego pozostała część stanowi poważne, mroczne kino psychologiczne, umiejętnie bawiące się konwencją rape and revange. Każdy z trzech wątków składających się na film bazuje na szokującym zwrocie akcji, będącym kwintesencją narastającego napięcia.

Landmine Goes Click to kino skromne, ograniczone do dwóch planów zdjęciowych i siedmiu aktorów. Tyle wystarczy, by nakreślić w pełni realistyczne postacie, zmagające się z problemem definicji słowa zemsta. Wszystko zawiązuje się wokół motywu Chrisa (Sterling Knight), następującego w górach na minę lądową. Jego niemoc godzi w męskość i dumę, gdy ukochana Alice (Spencer Locke) staje się przedmiotem perwersyjnej gry miejscowego alkoholika, Ilya (Kote Tolordava). Reżyser stawia swoich bohaterów w obliczu ekstremalnej sytuacji, wciągając odbiorcę w wir kolejnych zdarzeń przyczynowo-skutkowych, których konkluzja prowadzi do cierpkiej diagnozy kondycji w jakiej znajduje się ludzkość.

No właśnie, dla Levana Bakhia Landmine Goes Click nie stanowi jedynie formy przekazu nastawionej na treść i obraz. Reżyser igra z widzem, stawia pytania, na które nie udziela odpowiedzi, doprowadzając odbiorcę do momentu, gdy musi wcielić się w rolę sędziego, kosztując przy tym prawdziwego smaku zemsty. Dzięki paraliżującemu napięciu Levan Bakhia jest pewien, że oglądający nie opuści sali kinowej tuż przed puentą seansu.

Twórca filmu prezentuje postacie mężczyzn przez wyjątkowo mizoandryjny pryzmat. W zasadzie każdy bohater cierpi na pewien defekt, ograniczający sprawne funkcjonowanie w społeczeństwie lub epizodyczne działanie w danej sytuacji. Kobieta to ofiara destrukcyjnego, pierwotnego elementu natury mężczyzn, od zawsze stanowiąca obiekt jego pożądania.

O ile gruziński Landmine Goes Click od strony scenariusza i reżyserii nie pozostawia jakichkolwiek obiekcji, to jego warsztat techniczny nie zawsze współgra z jakością fabuły. Fatalny montaż rozprasza widza, podobnie jak marne przejścia między scenami, sprawiające wrażenie amatorskiego dzieła studenta pierwszego roku. Na szczęście kreatywne lokacje, których nie powstydziłby się sam Wojtek Smarzowski oraz stale zagęszczająca się atmosfera zdolnie odciągają widza od niedoskonałości obrazu.

Landmine Goes Click dobitnie ukazuje, że do dobrej produkcji wystarczą inteligentnie nakreślone postacie oraz wciągająca, napięta fabuła, a retoryczne pytanie, zadane pod koniec filmu rozpatrywane będzie jeszcze przez wiele nocy. Szok gwarantowany.

Moja ocena: 7/10


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.