Splat!FilmFest: Sensoria

Maniera hollywoodzkich twórców na hurtową produkcję skrajnie identycznych ghost movie odparta zostaje depresyjną esencją skandynawskiego kina. Sensoria jawi się jako subtelny film o duchach i pesymistyczna historia załamania nerwowego kobiety w średnim wieku. Całość, obudowana ścianami pustego mieszkania szwedzkiego bloku, podkreśla poziom smutku i pozornej samotności bohaterów produkcji.

Reżyser, Christian Hallman, podkreśla dramat jednostki. Główna bohaterka, Caroline Menard (Lanna Ohlsson), straciła właśnie dziecko, a jej małżeństwo zakończyło się rozwodem. Pozorna zmiana otoczenia nie stanowi jednak psychicznego oderwania się od ostatnich wydarzeń, przeciwnie, widz obserwuje postępującą depresję około pięćdziesięcioletniej kobiety. Szare filtry tłumiące kolorystykę obrazu, puste blokowiska i przytłumione odgłosy zza ścian natężają poczucie osamotnienia, a nieprzyjaźnie nastawieni sąsiedzi tylko pogrążają Caroline w załamaniu nerwowym, tym samym coraz bardziej oddalając ją od życia społecznego. Smutek duszy głównej bohaterki otwiera ją na świat metafizyczny. Za pomocą psychodelicznych wizji obserwujemy marzenia senne Caroline związane z jej cielesnością oraz traumatycznymi wspomnieniami, lecz jest to jedynie przedsmak motywów kina grozy.

W Sensorii nie ma mowy o mało wysublimowanej anarchii kina zza oceanu. Subtelna historia o duchach oparta zostaje na powtarzających się dźwiękach m. in. kapiącej wody czy poruszających się przedmiotów. Cząstka świata metafizycznego to nie demon zagłady cytujący zdeformowanym głosem hebrajskie fragmenty Biblii, tylko krucha istota obarczona klątwą wiecznego istnienia, która również odczuwa samotność, niezauważalna dla pozostałych mieszkańców bloku. Groza nie napiera na widza w każdej scenie filmu. Nastrój budowany jest powoli, odsłaniając kolejne etapy metafizycznej egzystencji. Włączająca się mikrofalówka, poruszający się wózek, ślady stóp pojawiające się na podłodze – spirytualizm Sensorii nie jest wulgarnym elementem dominującym, wprawiającym odbiorcę w palpitację serca. Kilka jump scarów, wykorzystanych w filmie, tworzy klimat względnej tajemnicy i niepokojącego osaczenia wynikającego z sytuacji głównej bohaterki.

Christian Hallman esencję depresyjnego kina grozy czerpie zarówno z subiektywnego spojrzenia na świat Caroline, jak również z ponurego życia zaściankowego, składającego się na nienawiść i antypatię. Jedynym sprzymierzeńcem kobiety okazuje się niewidomy sąsiad, który poprzez swoje kalectwo również potrafi odczuć obecność duchów. Personalne osamotnienie prowadzi do patologii, co skrzętnie ukazuje reżyser filmu.

Niestety, twórcy poświęcają zbyt mało czasu na zbudowanie relacji między Caroline a dziewczynką (Norah Andersen), którą spotyka w bloku, wskutek tego pewne motywy nie osiągają planowanej realności. W kontekście całej historii marnie wypada też wątek retrospekcji dotyczący pojawienia się duchów w bloku – jako jedyny prowadzi on przewidywalny dialog z oklepaną kulturą współczesnej grozy.

Mimo kilku wad Sensoria stanowi kwintesencję skandynawskiej kultury i sztuki, a jej melancholijne tempo akcji odróżnia ją na tle pełnometrażowych klisz nurtu ghost story. Wysublimowany horror już dawno nie działał na odbiorcę w tak hipnotyczny sposób, angażując zmysł wzroku i słuchu, a także uczucia.

Moja ocena: 7/10


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.