Splat!FilmFest: Found Footage 3D

Niewiele jest filmów, które tak trafnie ośmieszają pewien nurt czy gatunek, równocześnie tworząc rewelacyjną produkcję osadzoną w wyszydzonej konwencji. Found Footage 3D wyśmiewa schematy tytułowych paradokumentów, równocześnie godząc w branżę filmową oraz parodiując zakłamane materiały zza kulis. To perfekcyjna satyra na horror found footage pełna błyskotliwych żartów i inteligentnego humoru.

Film swoją konwencją przypomina materiały zza kulis, w których producenci i twórcy wypowiadają się w samych superlatywach o powstałym widowisku. Scenarzysta Found Footage 3D trafnie wykpiwa ich zakłamanie oraz pozorną ugodę sprowokowaną wymaganiami kontraktu z wytwórnią. Rewelacyjna parodia materiałów promocyjnych wytyka egoizm osób powiązanych z branżą filmową, a częsty zwrot to się wytnie podkreśla ich ekranowe oszczerstwa i moralną obłudę. Reżyser Steven DeGennaro kpi również z twórców, którzy za wszelką cenę starają się doszukać w swoich dziełach ukrytego, drugiego dna.

Fabuła Fount Footage 3D skupia się na ekipie filmowej, pragnącej stworzyć najlepszą produkcję found footage. Zamierzają dokonać tego poprzez zastosowanie techniki 3D. Bohaterowie już od pierwszych scen szydzą z monotonnych klisz paradokumentalnych horrorów, a jeden z nich stwierdza, że co roku powstają setki, nawet tysiące nic nieznaczących produkcji osadzonych w tym nurcie; w historii kinematografii powstały tylko dwa dobre filmy, a jeden z nich miał swoją premierę 15 lat temu. Późniejsza, postmodernistyczna satyra igra z widzem zaznajomionym z kinem grozy, serwując liczne easter eggi oraz rzucając nazwami słynnych found footage’owych pozycji. Jednym z oczek puszczonych do uważnego odbiorcy jest postać blogera Scotta Weinberga z FEARnetu, grającego samego siebie, co jeszcze bardziej ma uwiarygodnić realistyczny wydźwięk produkcji.

Found Footage 3D to perfekcyjna zabawa kliszami, która niczym Krzyk cytuje wyznaczniki swojego nurtu, by później sprytnie ograć i zaznaczyć w opowiadanej historii każdy z nich. Największy dowcip leży w fakcie, że kręcony film okazuje się fabularną klapą, a popis skłóconego małżeństwa wcielającego się… w skłócone małżeństwo zagrany jest koszmarnie, podczas gdy sam Found Footage 3D stanowi kontrast wobec fatalnej produkcji swoich bohaterów. Ich realistyczne kreacje faktycznie zacierają granicę między produkcją fabularną a dokumentem, co rzadko zdarza się w horrorach kreowanych na autentyczną opowieść.

Twórcy traktują motyw grozy jako drugorzędny wątek filmu, skupiając się na jego przerysowanych bohaterach. Poprzez przesunięcie motywu nawiedzenia na drugi plan, sceny sygnalizujące obecność zjawy faktycznie działają, zaskakując odbiorcę w najmniej oczekiwanym momencie. Finał Found Footage 3D podkreśla, że reżyser i scenarzysta, Steven DeGennaro, z miejsca powinien przejść do panteonu najwspanialszych satyryków i parodystów kina amerykańskiego.

Uszczypliwy Found Footage 3D zostanie doceniony zarówno przez koneserów paradokumentów, jak i skrajnych przeciwników historii z dreszczykiem kreowanych na kino faktu. Wyważenie przewrotnej grozy i satyry tworzy dzieło kultowe.

Moja ocena: 8/10


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.