Splat!FilmFest: What We Become

What We Become nie jest innowacyjnym zombie movie, wnoszącym nowy aspekt grozy do historii o żywych trupach. Mimo wszystko to solidne studium początków zarazy, portretujące zagubioną ludność w obliczu nieznanej sytuacji. Twórcy Fear the Walking Dead mają czego zazdrościć duńskiemu reżyserowi i scenarzyście, Bo Mikkelsenowi – w 82-minutowym filmie zawarł to, z czym serial nie dał sobie rady w ciągu całego sezonu.

Ktoś wspomniał, że jego ukochany zmarł, a potem zniknął, ktoś inny powtórzył plotki przekazywane przez media oraz prasę i oto widz ląduje w centrum zarazy zombie. Ludność cywilna znajduje się w domach, a ulice spokojnej dzielnicy domków jednorodzinnych szczelnie obstawione są przez uzbrojonych funkcjonariuszy i wojsko. Szok, niedowierzanie, strach – mimo, że kino niejednokrotnie podejmowało się tematu początków epidemii, to w duńskim wydaniu wciąż wyglądają one intrygująco, a swoim klimatem przyciągają widza, zdolnie podtrzymując go w napięciu podczas całego seansu filmu.

Bo Mikkelsen perfekcyjnie nakreśla profile psychologiczne każdego z ekranowych bohaterów, wskutek czego widz przywiązuje się emocjonalnie nawet do epizodycznych, trzecioplanowych postaci. Paradoksalnie najsłabiej wypada protagonista filmu, Gustav (Benjamin Engell), za bardzo związany ze stereotypami wieku młodzieńczego. Niektóre z jego czynów są zwyczajnie irracjonalne i odstają od reszty realistycznych postaci oraz ich zachowań. Również jego relacja z Sonją (Marie Hammer Boda) popada w harlekinowy banał, jednak twórcy nie starają się rozwijać tego motywu, co wychodzi produkcji na dobre.

Względny realizm obrazu przejawia się w reakcjach głównych bohaterów na niebezpieczeństwo, jakie niosą za sobą hordy żywych trupów, a także w wysokim poziomie drastycznych scen. Twórcy nie dają taryfy ulgowej żadnej z postaci, a ofiarami epidemii padają nawet dzieci i starcy. Esencja lęku podkreślona zostaje również przez stopniowo płowiejące kolory, w skutek czego finał What We Become jest skrajnie szary. W tej wizji apokalipsy zombie nie ma miejsca na nadzieję. To koniec świata.

What We Become wypada perfekcyjnie od strony scenografii i charakteryzacji. Zombie wyglądają szkaradnie jedynie na planie The Walking Dead, a opuszczone dzielnice i domy zakryte specjalną folią podkreślają wymiar niebezpieczeństwa. Osaczenie i klaustrofobia wynikające z przymusowego zamknięcia bohaterów w czterech ścianach domu, a następnie zakrycie okien doprowadza postacie do desperacji. Co ciekawe każda w inny sposób odbiera sytuację, w jakiej się znalazła – dzięki temu obraz jest jeszcze bardziej intrygujący i realistyczny.

W czasach, gdy większość pełnometrażowych produkcji traktuje historie o żywych trupach z przymrużeniem oka, stosując konwencję horroru komediowego, dobrze jest zobaczyć zombie movie pokroju 28 dni później, stanowiące ekstremalną formę przekazu. Eksterminacja nabiera zupełnie nowej definicji.

Moja ocena: 6/10


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.