Splat!FilmFest: K-Shop

Nihilizm wypełnia właściwie każdą scenę K-Shopu, degradując ekranową ludzkość do poziomu zwierząt. Reżyser, Dan Pringle, kpi z komercyjnej postawy człowieka oraz szydzi z efektów, jakie niesie za sobą nadmierne spożywanie wszelkich środków odurzających. Ostatecznie film o budce z kebabami produkowanymi z ludzkiego mięsa niesie za sobą niezbyt głębokie, ale przewrotne drugie dno.

Salah (Ziad Abaza) pracuje w fast foodzie z żywnością ze Wschodu, obserwując nocne życie bezimiennego, angielskiego miasta. Gardzi pijacką kulturą współczesnego człowieka, jego agresją, mizoginizmem i nienawiścią. Gdy w wyniku alkoholowej burdy ginie jego ojciec, a jeden z odurzonych klientów rujnuje lokal, Salah zaczyna polować na największe szumowiny. Zabija je, a następnie robi z nich kebab uchodzący za rarytas wśród nocnych imprezowiczów.

K-Shop to cierpkie studium kondycji ludzkości. Oparte na celowym wyolbrzymieniu, skutecznie działa jako produkt odrzucający od alkoholu i innych środków odurzających. Szczególne wrażenie robią paradokumentalne wstawki, pozorujące faktyczne nagrania nocnego życia. Patologie, bijatyki, nagość, seks – reżyser przekonuje w wywiadach, że aż 60% sekwencji utrwalona została na ukrytej kamerze, a jedynie do pozostałych 40% wynajął aktorów. Dodatkowo człowieczeństwo ukazane w K-Shopie lubuje się w rozliczaniu pieniędzy, zniżkach i promocjach. Ich kultura oparta zostaje na wulgarnej komercji, a nocni imprezowicze poprzez wydawanie swoich zarobków zaspokajają potrzeby fizjologiczne i gastronomiczne, co daje im pełną satysfakcję.

Nihilistyczna obserwacja ludzkości przez pryzmat ich wieczornych ekscesów nieprzypadkowo przywodzi na myśl Taksówkarza. Sam reżyser przyznaje, że kultowy film Martina Scorsese zainspirował go do nakręcenia K-Shopu. Nawet jedna z postaci wytyka głównemu bohaterowi, iż sprzedawcy kebabów i taksówkarze obserwują nocne życie z boku, nie potrafiąc go zrozumieć, co niesie za sobą ciekawy easter egg.

Film nieświadomie popada w konwencję kina superbohaterskiego. Główny bohater odczuwa zepsucie człowieczeństwa, postanawia więc zaradzić temu posuwając się do niekonwencjonalnych metod resocjalizacji. W opozycji do jego działań staje czarny charakter produkcji, Jason Brown (Scot Williams), degradujący architektoniczne perełki miasta do rangi klubów dancingowych, pełnych narkotyków i alkoholu. Komiksowo przerysowany szwarccharakter staje się głównym celem samotnej batalii Salaha, a ich potyczki słowne bawią swoją cynicznością i wrogością ukrytą pod maską neutralności. Kolejnym klasycznym motywem kina superbohaterskiego jest również wątek, w którym protagonista zaczyna zastanawiać się nad swoimi dokonaniami, co czyni go wewnętrznie rozdartym.

Kontekst społeczny, w jakim osadzona zostaje fabuła K-Shopu, daje możliwość przemycenia wielu dosadnych scen zakorzenionych w nurcie kina gore. Brutalna preparacja zwłok sprawia, że widz na długo nie będzie mógł skorzystać z asortymentu budki z kebabem. Dan Pringle nie bawi się w pruderię. Słowo fuck pada tu częściej niż w Wilku z Wall Street, a obskurny lokal tylko dopełnia naturalizm K-Shopu.

Mimo lekkiej naiwności scenariusza oraz kilku wątków potraktowanych aż nazbyt łopatologicznie i po macoszemu K-Shop jawi się jako ambitna produkcja kina ekstremalnego, dająca do myślenia swoim realistycznym wydźwiękiem oraz paradokumentalnymi sekwencjami, pełnymi wrogości i wstrętu do ludzkości.

Moja ocena: 6/10


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.