Splat!FilmFest: Shelley

Duńska Shelley to melancholijna wariacja nad motywem Dziecka Rosemary. Noworodek i wszelkie zjawiska powiązane z jego narodzinami stają się symbolicznym zobrazowaniem lęków związanych z macierzyństwem, ojcostwem oraz brzemiennością. Wszystko osnute zostaje wspaniałymi zdjęciami natury i przerażającymi sennymi wizjami.

Louise (Ellen Dorrit Petersen) nie może mieć dzieci na skutek poważnej operacji. Odzyskując pełnię sił, spoufala się z młodą opiekunką Eleną (Cosmina Stratan), prosząc ją, by ta urodziła jej dziecko z zamrożonych komórek jajowych. Dziewczyna zgadza się, jednak im bliżej porodu, tym bardziej popada ona w obłęd.

Shelley zachwyca swoimi zdjęciami oraz subtelnością obrazu. Przerażające, oniryczne wizje stanowią rewelacyjne zobrazowanie lęków osób oczekujących na poczęcie oraz późniejszych rodziców. Zaskakują swoją przewrotnością, gdyż reżyser zawsze kreuje je tak, by początkowo przypominały świat realistyczny. Jednak Shelley nie jest klasycznym kinem grozy. To wnikliwy portret psychologiczny młodych matek i ojców osadzony w przepięknej scenerii pośród fauny i flory.

Pierwotność lęku sprowadza się do sposobu, w jaki żyją główni bohaterowie filmu. To wegetarianie mieszkający w głębi lasu, w chatce bez bieżącej wody i elektryczności. Na równi z wizytami u lekarza korzystają z usług lokalnego znachora (Marlon Kindberg Bach). Natura buduje obraz, dzięki czemu stopniowy obłęd ukazany zostaje w niekonwencjonalnym, poetyckim stylu. Moment poczęcia dziecka zaburza poczucie stoickiej sielanki, wprowadzając zamęt i przerażenie. Dosłowność graniczy tu z subiektywnością przedstawionych bohaterów, wobec czego widz pozostaje w niepewności, nie wiedząc, czy przyczyna załamania pochodzi bezpośrednio od dziecka, czy winę ponosi słaba psychika bohaterów.

Produkcji nie można odmówić znakomitej estetyki obrazu. Nawet najdosadniejsze sceny ukazana są w niezwykle wyrafinowany sposób, nie żerując na możliwościach kinowej ekstremy. Wszystko osadzone zostaje w magicznej i melancholijnej scenerii skandynawskiego kina.

Reżyser i scenarzysta, Ali Abbasi zdolnie nakreśla kobiece relacje, oparte na szczerych rozmowach oraz chwilach spędzonych razem. W cieniu ich interakcji ginie postać męska, mąż Louise, Kasper (Peter Christoffersen). To człowiek cichy, stoik – jego natura również zostaje zachwiana w chwili pojawienia się dziecka.

Jednak na szczególne wyróżnienie zasługuje charakteryzator produkcji. Sposób w jaki ukazana jest ciężarna Elena oraz zmiany w jej wyglądzie, wywołane załamaniem psychicznym, ukazane są nad wyraz realistycznie. Uwiarygodnienie wstrząsa widzem w najmocniejszych momentach Shelly.

Duński horror psychologiczny łączy w sobie konwencję Dziecka Rosemary Romana Polańskiego oraz poetykę Antychrysta Larsa von Triera. To niezwykle melancholijne kino ambitne, nieprzeznaczone dla fanów amerykańskiej ekstremy pełnej rozlewu krwi i eskalacji przemocy.

Moja ocena: 7/10


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.