Splat!FilmFest: Don't Grow Up

Don’t Grow Up nie wykorzystuje potencjału opowiedzianej historii, tworząc nudną love story w konwencji apokalipsy żywych trupów. Nastolatkowie, którzy przetrwali epidemię prowadzą pretensjonalne dialogi, a ciąg przyczonowo-skutkowy filmu zostaje poważnie zachwiany dziurami w scenariuszu. Mimo to zombie teenage movie, jakim jest Don’t Grow Up to przyzwoite kino końca świata.

Każdy z młodych bohaterów filmu obciążony jest ciężkimi przeżyciami rodzinnymi lub społecznymi, każdy z nich ma też swoje plany i marzenia dotyczące przyszłości. Niestety, wszelka nadzieja na normalne życie pryska z chwilą, gdy wszyscy dorośli zamieniają się w krwiożercze zombie. Choć pomysł na historię nie jest bardzo oryginalny (wcześniej można było go spotkać m.in. w książce Wróg Charliego Higsona), to niesie za sobą naprawdę wiele motywów, mogących stworzyć intrygujące kino grozy. Twórcy poszli na łatwiznę, wrzucając Don’t Grow Up w sprawdzone schematy produkcji młodzieżowych, spłycając tym samym każdy z jej wątków.

Scenarzyści filmu, Marie Garel, Thierry Poiraud oraz Marie Garel Weiss, próbują podejść do opowiadanej historii w sposób psychologiczny. Problem w tym, że przedstawionym nastolatkom brakuje wiarygodności. To młodzież widziana przez pryzmat dorosłych scenarzystów, popadająca w patologiczne skłonności rodem z produkcji Larry'ego Clarka. Młodzi piją, palą, a buzujące hormony domagają się kontaktów seksualnych. W bohaterów Don’t Grow Up wpisana zostaje kalka cwaniaka, cnotki-niewydymki i outsidera, przez co ich profil psychologiczny nie angażuje odbiorcy.

Początkowo nastolatkowie czują swobodę w świecie bez dorosłych, jednak gdy okazuje się, że ci przeobrazili się w żywe trupy, bohaterowie filmu muszą chwycić za broń. Ciekawy motyw stłumiony zostaje monotonnym melodramatem i choć relacja między Bastianem (Fergus Riordan) a Pearl (Madeleine Kelly) jest wiarygodna, to gasi grozę produkcji. Na szczęście w Don’t Grow Up znalazły się też ciekawe sceny akcji, spowite dawką brutalnej przemocy. Uzbrojone dzieci w intrygujący sposób przechodzą przyspieszony okres dorastania. Chłopcy bronią swoje dziewczyny, a nastolatkowie biorą pod opiekę kilkuletnie dzieci. Walka o byt nie zostaje jednak rozbudowana w szczególnie twórczą wizję artystyczną. Wszystko zaburza naciągana motywacja czy drażniące decyzje niektórych postaci.

W Don’t Grow Up bardzo dobrze wypada motyw postapokaliptycznych miast, zrujnowanych panującą tam anarchią. Płonące wraki aut, trupy dorosłych oraz dzieci i rozbite witryny sklepowe składają się na realistyczną wizję końca świata. Przerażeni nieletni tworzą gangi, co zagraża jednostkom walczącym o przetrwanie.

Młodzi aktorzy dobrze spisali się w swoich rolach, a ich budowa fizjologiczna faktycznie wskazuje na określony wiek, co zdarza się rzadko w produkcjach tego typu. Mimo marnych profili psychologicznych poprzez grę nastoletnich performersów widz potrafi uwierzyć w ewolucję poszczególnych postaci.

Don’t Grow Up nie wyróżnia się na tle innych zombie movie. To łopatologiczna historyjka o początkach zarazy, która poza motywem dorosłych ożywieńców wnosi niewiele w przepastną skarbnicę produkcji o żywych trupach.

Moja ocena: 5/10


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.