Splat!FilmFest: The Rotten Link

Byt prowincji już dawno nie uchwycono w tak karykaturalny i prześmiewczy sposób. Twórcy drwią z przesądności małomiasteczkowych grup etnicznych oraz ich zaściankowego życia. Niestety, na tym pomysł scenarzystów kończy się i dopiero przewrotne zakończenie wyrywa The Rotten Link z postępującej monotonii oraz przewidywalności.

Reżyser, Valentín Javier Diment, przedstawia widzom codzienne życie mieszkańców staroświeckiej wioski, znacznie oddalonej od jakiejkolwiek formy cywilizacji. Ludzie prowadzą w niej spokojny żywot człowieka poczciwego, którego jedyną rozrywką jest conocna wyprawa do gospody, gdzie wina nigdy nie brakuje, a kobiety z wioski świadczą mężczyznom usługi seksualne, ku ogólnej akceptacji takiej formy zabaw.

Każda drugoplanowa postać w filmie zostaje karykaturalnie przerysowana, a dzięki inteligentnie stworzonym bohaterom, mieszkańcy nie tworzą jednolitej masy, wykształcając własną indywidualność i osobowość. Wszystkich łączą natomiast cechy małomiasteczkowej infantylności oraz przesadnej zabobonności. Ostatecznie to ona zawiązuje całą fabułę filmu, prowadzoną na granicy absurdu, dobrego smaku smaku i zabawnej dosłowności.

W The Rotten Line najlepiej ukazane zostają relacje interpersonalne. Zarówno komediowe duety małżeńskie, jak i rodzinny klimat głównych bohaterów filmu wypadają wiarygodnie, a widz potrafi odczuć wyraźną chemię między poszczególnymi postaciami. Jest miejsce na śmiech, smutek, szczęście, a nawet grozę.

Twórcy wodzą widza za nos, sprytnie ogrywając utarte schematy dotyczące produkcji o zamkniętych na cywilizację wioskach. Niestety, jest to jedyny wyznacznik jakości The Rotten Line. Oczekiwany zwrot akcji, wynikający z nadmiernej akceptacji niepodważalnych słów matki, jest łatwy do przewidzenia, jednak prawdziwym gwoździem programu jest przewrotny finał filmu.

The Rotten Line faktycznie bawi komediowym wyolbrzymieniem przedstawionych postaci oraz absurdalnymi zabiegami wizualnymi. Trudno jednak mówić tu o szczególnie ambitnym dziele, o którym widz będzie pamiętał jeszcze przez długie miesiące.

Moja ocena: 5/10


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.