Fast food kontra Wonder Woman

Fast food Whataburger jest właśnie na etapie rozmów z DC, aby upewnić się, że ostatnie logo Wonder Woman nie ingeruje w ich zdolność do korzystania ze znanego od lat symbolu Flying W.

Pierwsze spotkanie przedstawicieli obu marek, opisywane przez Bleeding Cool jako starcie tytanów, odbyło się w przyjacielskich stosunkach. Rzecznik Whataburger podkreśla, że jego firma troszczy się jedynie o ochronę swojego loga – nie szuka sposobu, aby wzbogacić się na opcjonalnej rozprawie z DC Comics.

Whataburger przewiduje pozytywną rozmowę z DC Comics, która zaowocuje korzyściami dla obu stron.

powiedział rzecznik portalowi Chron.com.

Na zarzuty, jakoby między obiema firmami trwało wrogie napięcie, przedstawiciel Whataburger odpowiedział:

W przeciwieństwie do niektórych fałszywych wiadomości, między Wonder Woman a Whataburger nie ma spięć związanych z jej nowozaprojektowanym logo. Prawdę mówiąc nasza firma obsługuje superbohaterów pokroju Wonder Woman i jej przyjaciół z Justice Legue. Chcielibyśmy mieć swojego bohatera, Whataguy’a, który wraz z Amazonką walczyłby ze złem!

zakończył żartobliwie.

To nie jest wcale takie wykluczone. Nie tak dawno ukazał się jednonumerowy komiks, w którym superbohaterowie DC łączą siły z Pułkownikiem Sandersem, maskotką KFC. Ogólnie co najmniej raz do roku ukazuje się one-shot, w którym herosi z powieści graficznych współpracują z maskotką tudzież symbolem pewnej marki.

W roku 1985, gdy Wonder Woman zatwierdzała prawa do swojego loga, jako znaku towarowego, różniło się ono od symbolu Whataburger. Nasza firma była wówczas o tyle spokojna, że znak rozpoznawczy Amazonki zarezerwowany został jedynie dla komiksów, a nie żywności, napojów i innych usług, jak dzieje się obecnie.

podsumował rzecznik Whataburger.

DC Comics nie po raz pierwszy mierzy się problemem loga. Nie tak dawno wydawnictwo komiksowe zmusiło DC Shoes do zmiany swojego symbolu, gdyż za bardzo przypominał ówczesny znak rozpoznawczy ojców Batmana i Supermana.

Źrodło: comicbook.com


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.